Dzień dobry chciałbym się podzielić moim doświadczeniem w rekrutacji na staż do Risk Hubu w ING Hubs. Niestety jest ono bardzo negatywne, spróbuję nieco przybliżyć moją historię. Zaczęło się tradycyjnie od wysłania swojego CV, udało się, dostałem się do następnego etapu. Dalej, zadanie rekrutacyjne, zaprojektowanie modelu obliczającego prawdopodobieństwo niewypłacalności klienta, typowe dla tego tego rodzaju pozycji, czas: 1/2 dnia. Teraz trzeba było jeszcze uczestniczyć w rozmowie z managerem która trwała ponad godzinę, gdzie prezentowało się wyniki, odpowiadało na pytania merytoryczne i HRowe.
Na rozmowie powiedziano mi, że jeśli się uda to czeka mnie jeszcze jedno, ostatnie spotkanie z managerami, z Holandii, którzy mieli o wszystkim rozstrzygnąć. Udało się dalej. Mówię sobie wow, ale daleko już zaszedłem, skoro czeka mnie już ostateczna rozmowa z kimś zarządzającym z Holandii. Bardzo przyjemna rozmowa, głównie HR-owa z holenderskim akcentem, czas: kolejne 45 min. Powiedziano mi, że do końca tygodnia będzie decyzja. Niezależnie od decyzji, czułem w sobie ulgę, że przez to wszystko przebrnąłem. Niespodzianka, okazało się, że po tygodniu odezwał się team leader z Polski, który mnie poinformował, że przeszedłem do kolejnego etapu, przedstawił czym zajmuje się zespół i powiedział, że jak jestem zainteresowany to mam odpowiedzieć na maila. Myślę sobie wtedy, super w końcu się udało. Niestety, dowiedziałem się wtedy, że czeka nas kolejna rozmowa tym razem 1.5 h i jeszcze, żeby było mało, to na spotkanie były zaproszone 3 osoby. Jak się finalnie okazało rozmowa była wyjątkowo wyczerpująca, ponieważ 30 min Live Coding(eng), 30 min pytania merytoryczne(eng) i na koniec 30 min rozmowy z team leaderem, na szczęście już po Polsku. Muszę przyznać, że po takiej rozmowie czułem się na tyle wyczerpany emocjonalnie oraz trochę fizycznie, że tego dnia leżałem już tylko na kanapie i odpoczywałem. Oczywiście na koniec rozmowy, tradycyjnie "do końca tygodnia, otrzymasz feedback", ale co mnie zdziwiło, team leader zobowiązał się, że to na pewno od niego dostanę ową informację, podkreślając wagę decyzji. Cały tydzień, codziennie sprawdzałem maila, oczekując na werdykt. Myślałem sobie wtedy, że po takiej ilości poświęconego czasu, to nawet jeśli mi się nie uda, to dostanę jakiś feedback, który da mi wskazówki, gdzie się podszkolić itd. Jak się pewnie każdy domyślił, nie było tak jak zakładałem. Wyobraźcie sobie, że po tak dużej ilości poświęconego czasu, jedyne co dostałem to wiadomość, od obiecanego team leadera, tradycyjne "dziękujemy za udział w rekrutacji, ale postanowiliśmy puścić dalej osobę która, bardziej spełnia nasze wymagania". Dodatkowo, była to wiadomość wysłana po angielsku, co tylko podkreśliło, że do wszystkich została wysłana ta sama wiadomość, z malutkim dodatkiem "regards" od team leadera.
Po tym wszystkim, poczułem się strasznie wykorzystany, poświęcając tyle czasu na rekrutacje, na najniższe możliwe stanowisko. Zapomniałem dodać, że informacja na temat wynagrodzenia została mi przekazana na końcu ostatniej rozmowy i muszę przyznać, że była ona wyjątkowo niska, zważając na fakt, jak wymagający był proces rekrutacyjny na najniższy szczebel drabinki.
Podsumowując, nie polecam nikomu próbować brać udziału w tej rekrutacji, bo autentycznie jest to strata czasu, biorąc pod uwagę jakie wynagrodzenie oferują.
Czekam, aż zostaną prawnie uregulowane rekrutacje, żeby nikt nie musiał przechodzić przez coś takiego, gdzie osoba decydująca nie ma nawet sumienia, żeby napisać Ci coś od siebie z racji, takiej ilości poświęconego czasu. Może powinno się wprowadzić, jakieś symboliczne opłaty dla firm, wypłacane dla osób rekrutujących się.
Na koniec jeszcze tylko skrótem, nie rekrutujcie się, bo śmieszne pieniądze oferują, za ilość wymagań jakie trzeba spełnić, nie szanują ludzi.