Z początku wszystko wydawało się być super - wręcz zdziwiłam się, że lokal gastro oferuje najniższą stawkę (różnie bywa w tej branży), a wiadomo, że dochodzą do tego napiwki. Zapowiadało się naprawdę dobrze, podstawowe szkolenie z POSu, obsługa klienta, podstawowe procedury itd. Po paru zmianach zmienił się menedżer, to był początek końca. Zaproponował gruntowne zmiany - super, dobrze jest się rozwijać. Jako pierwsze miało odbyć się szkolenie (zapowiedziane jakieś 2 czy 3 dni przed) - trafiło akurat na dzień, którego nie byłam w stanie podać w dyspozycji ze względu na sprawy prywatne, napisałam że nie mogę się stawić. Odzew był neutralny, coś na zasadzie "no trudno, szkoda, nic nie szkodzi" - wtedy pracowałam jeszcze bez umowy, na okresie próbnym (mimo upominania się o nią cały czas, jednak szef wyjechał do Chin, a pozostała kadra ledwo komunikująca się w języku angielskim nie była w stanie mi jej wypisać). Szkolenie odbyło się bez mojego udziału, ale nie zaproponowano mi nowego terminu - byłam zbywana i ignorowana, mimo że sama o nie zabiegałam. Pojawiając się na następnej zmianie dostałam do podpisania umowę, która kończyła się z dniem podpisania, zdziwiona spytałam dlaczego - nikt nigdy nie zgłosił żadnych zastrzeżeń odnośnie mojej pracy, wręcz przeciwnie, klienci z moich zmian wystawiali pozytywne opinie. Osoba, która podała mi umowę została mi przedstawiona jako szef, później jako były menedżer, na samym końcu rzekomo był zwykłym pracownikiem - do dziś nie znam jego roli w firmie. Pytając o co chodzi - dlaczego umowa jest ważna do ówczesnego dziś, odpowiedziano mi "nie wiem, spytaj menedżera", tak więc zrobiłam. Poinformował mnie, że skoro nie było mnie na szkoleniu, to zostaję tymczasowo zawieszona, poza mną szkolenie ominęła także jedna dziewczyna - (sezon wakacyjny, wiadomo), dostałam więc informację, że mam po prostu czekać aż wróci - spoko, rozumiem. Czekałam 3 tygodnie, dziewczyna zwolniła się w międzyczasie, ponieważ w tle działa się jeszcze inna "afera". Do szkolenia nigdy nie doszło, kiedy zaczęłam upominać się o wypłatę, dostałam do wypełnienia 9 dokumentów, które w żaden sposób nie były ani potrzebne, ani wymagane, ani nawet zgodne ze samymi sobą. Muszę podkreślić, że podpisałam umowę ZLECENIE, papiery, które dostałam do wypełnienia to np: prośba o wypłatę pieniędzy do rąk własnych - w gotówce, następny dokument to prośba o wypłatę pieniędzy na konto bankowe, jeszcze inny to prośba o wypisanie z pracowniczych planów kapitałowych - moje pytanie brzmi: kiedy zostałam do nich wpisana i jak do tego doszło będąc na zleceniu? Moim osobiście ulubionym była prośba o wykreślenie z ZUSu - podpisując umowę wnioskowałam o nie obejmowanie mnie ubezpieczeniem w ZUSie. Pragnę zaznaczyć, że dostałam polecenie wypełnienia WSZYSTKICH dokumentów, bo inaczej rozpoczęcie procesu wypłaty nie będzie możliwe. Po napisaniu podirytowanej wiadomości do menedżera, że dokumenty nie są ani dopasowane do formy mojego zatrudnienia, ani przeznaczone do wypisywania przez pracownika, a jedyne czego od nich teraz chcę to moje pieniądze, dopiero doprosiłam się wypłaty pieniędzy na konto. Na szczęście aktualnie jestem już całkowicie wolna od tej firmy, mimo że "planowane" było przerzucenie mnie do nowo otwieranego lokalu - wszystkie "plany" w tej firmie to bzdura, wszystkim obecnym i przyszłym pracownikom dobrze radzę - nie wierzcie w to, ci ludzie nie dopinają żadnego tematu. Uciekajcie od tego miejsca jak najdalej jeśli cenicie sobie swój czas wolny (wieczne telefony i wiadomości poza godzinami pracy), pieniądze (potwierdzone problemy z wypłatami), i święty spokój. Żadna praca nie hańbi, za to szefostwo i management nieustannie próbuje zrobić to swoim pracownikom.