Mikołaj25.06.2025 11:52
Były pracownik
irma sprawia wrażenie organizacji nastawionej przede wszystkim na minimalizowanie kosztów, co odbija się na jakości zarządzania i poszanowaniu prawa pracy. Według relacji pracowników kluczowe stanowiska obejmują menedżerowie zatrudnieni głównie ze Wschodu, którym brakuje znajomości polskich przepisów i kultury organizacyjnej; w konsekwencji decyzje zapadają ad hoc, a odpowiedzialność nie jest jasno określona. Proces wdrożenia pozostaje chaotyczny: mimo deklarowanego „buddy systemu” nowozatrudnieni często zostają pozostawieni sami sobie, a przypisani im opiekunowie nie posługują się językiem angielskim, przerzucając ciężar komunikacji na Polaków. Okres próbny uchodzi w praktyce za egzamin końcowy – bez realnego feedbacku i jasno opisanej możliwości poprawy. Co gorsza, pracownicy wskazują na dyskryminację: niektórym kandydatom pozwala się podchodzić do poprawki, innym przy podobnych wynikach odmawia się tej szansy, co budzi poczucie niesprawiedliwości i arbitralności. Na samych egzaminach nierzadko brakuje kierownika projektu, co dodatkowo zaciera przejrzystość oceny. Dział HR, zamiast pełnić rolę rzecznika pracowników, bywa postrzegany jako narzędzie redukcji kosztów, proponując młodszym osobom wynagrodzenie początkowo nawet o 5 tys. zł niższe od kwoty, którą finalnie udało mi się wynegocjować, oraz przekazując informacje o świadczeniach czy formalnościach ZUS z dużym opóźnieniem. Brak realnego wsparcia prawnego i unikanie dialogu w razie sporu pogłębiają atmosferę nieufności. Jeśli firma nie wprowadzi szybkich działań naprawczych w obszarze onboardingu, polityki HR oraz zgodności z kodeksem pracy, musi liczyć się z dalszym pogorszeniem wizerunku i wysoką rotacją personelu.