Długo zbierałam się z napisaniem tej opinii, ale skoro pojawiły się już inne, dorzucę swoje pięć groszy.
Dopóki w centrum pracowała managerka M., która pełniła rolę bufora, humory szefowej nie były aż tak dotkliwe. Nieprzyjemne sytuacje oczywiście się zdarzały, ale w większości przypadków wybuchy kierowane były nie w recepcję, lecz właśnie w managerkę.
Sama kierowniczka, K., potrzebuje stale nadzorować pracę recepcji, i to w stopniu wręcz przerażającym. Wielokrotnie wchodziła w kompetencje pracowników, psuła coś lub zmieniała narrację, po czym oczekiwała, że dziewczyny naprawią sytuację.
Nie zapominajmy też o jej alter ego, Zosi ;)
K.S. wybiera sobie kozła ofiarnego, jedną osobę, której nie lubi, niezależnie od tego, czy ma ku temu powód, i uprzykrza jej funkcjonowanie w firmie. Nic dziwnego, że każdy, kto odchodzi, robi to bez rozmowy z szefową. Po prostu nie da się z nią porozmawiać merytorycznie. Jeśli coś idzie nie po jej myśli, będzie powtarzać jedno zdanie tak długo, aż dojdziesz do wniosku, że i tak z nią nie wygrasz.
Oczywiście ma ona również lepsze dni, w których potrafi być naprawdę miła, ale no właśnie - ciężko przewidzieć kiedy one nastąpią i jak długo potrwają.
Innymi słowy, współpraca jest ciężka, a ktoś kto wytrzyma tu dłużej niż rok zasługuje na medal.