Opinia jako była pracowniczka Wesołej Immersive - na początku praca naprawdę dawała dużo satysfakcji, zespół był zgrany, atmosfera dobra, a miejsce miało duży potencjał. Niestety z czasem wszystko zaczęło się zmieniać.
Największym problemem był sposób zarządzania przez jednego z trzech właścicieli - Huberta. Pozostali dwaj potrafili normalnie rozmawiać z pracownikami, wyjaśniać błędy i wspólnie szukać rozwiązań. W przypadku Huberta komunikacja praktycznie nie istniała. Wielokrotnie jako zespół próbowaliśmy zwracać uwagę na problemy i dojść do porozumienia, jednak bez skutku.
Panowała atmosfera ciągłej kontroli i braku zaufania. Kamery były wykorzystywane do obserwowania pracowników podczas nieobecności szefa, a później rozliczano nas z tego, że przez chwilę rozmawialiśmy na zapleczu lub nie wykonywaliśmy kolejnego zadania, mimo że wszystkie obowiązki były już zrobione. Dochodziło do sytuacji, w których pracownicy czuli, że muszą udawać zajęcie, tylko po to, żeby nie usłyszeć zarzutów o bezczynność. Na barze nie zawsze wszystko da się zrobić "jak w zegarku", szczególnie podczas intensywnej pracy z gośćmi, jednak nie było na to zrozumienia.
Ciągłe poganianie, krytyka i presja sprawiały, że praca odbywała się w stresie. Zdarzały się zwolnienia z dnia na dzień, bez wcześniejszej rozmowy czy realnego uzasadnienia. Odsuwano osoby, które pracowały tam od początku i były zaangażowane, a z czasem coraz bardziej widoczne stało się zatrudnianie znajomych właściciela oraz ich lepsze traktowanie. To sprawiało wrażenie, że o przyszłości pracownika decydowały bardziej prywatne relacje niż jakość jego pracy.
Bardzo dużą stratą dla tego miejsca było również zwolnienie menedżerki. Była osobą, która wkładała ogrom pracy w funkcjonowanie lokalu i często ratowała sytuację pomiędzy trzema właścicielami, którzy nie zawsze mieli wspólną wizję prowadzenia biznesu.
Warto też wspomnieć o zakresie obowiązków. Lokal ma około 300 m² i z czasem coraz większa część pracy polegała na sprzątaniu całego obiektu. Pod koniec zatrudnienia praca miała niewiele wspólnego z kawą czy barmaństwem – zamiast rozwijać umiejętności w gastronomii, coraz częściej wykonywaliśmy obowiązki przypominające pracę personelu sprzątającego lub technicznego.
Szkoda, bo miejsce miało naprawdę duży potencjał, a większość zespołu chciała je współtworzyć i rozwijać. Niestety sposób zarządzania, brak zaufania do pracowników, słaba komunikacja oraz faworyzowanie wybranych osób sprawiły, że wiele wartościowych osób odeszło lub zostało zwolnionych. Mam nadzieję, że w przyszłości warunki pracy ulegną poprawie, bo lokal zasługuje na znacznie lepsze zarządzanie.