Pracowałam w tym instytucie kilka lat, w zakładzie zajmującym się półprzewodnikami szerokoprzerwowymi, i było to piekło na ziemi.
Kolesiostwo, nękanie, pomówienia, plotki, wyzwiska, zwalanie winy za błędy na osoby na podległych stanowiskach i karanie ich za nie, dyskryminacja ze względu na płeć i płacowa, nierówne traktowanie - jednemu wolno, a innemu tego samego nie. Hierarchia, kontrola, próby odebrania grantów ich kierownikom, brak komunikacji - nikt nie rozmawia z docelowym pracownikiem, bo bardziej wiarygodne są "opinie" innych o nim. Permanentny brak funduszy na podstawowe narzędzia do pracy, jak laptop z aktualnym oprogramowaniem - trzeba zdobyć samemu grant, żeby móc taki kupić do swojej pracy. Jeśli odstajesz swoim sposobem bycia od ogółu w tym zakładzie, przygotuj się na plotki czy polecenia kierowniczki zakładu, by z większym uśmiechem witać się ze współpracownikami na korytarzu. Poziom Twojej pracy nie ma znaczenia - ważne jest, czy jesteś lubiany i grasz w ich klocki.
Poziom naukowy niski. Wieloletni pracownicy naukowo robią wciąż to samo, z niewielkimi modyfikacjami. Mnóstwo biurokracji, nie tylko tej narzuconej z zewnątrz (np. NCN), ale i ze strony kierownictwa, typu pisanie wniosku o wniosek. Brak wolności naukowej - pomysły czy ambicje są ucinane, bo "się nie da" lub "my takich rzeczy tu nie robimy". Osoby zdolne, pracowite, ale zadające się z tymi, które mają konflikty z osobami decyzyjnymi, są nękane, w myśl stwierdzenia "profesor zawinił, doktoranta powiesili". Prawdziwych naukowców tu nie ma.
Pracę w tym miejscu przypłaciłam kilkuletnią, ciężką depresją z myślami samobójczymi. Na walkę sądową brakło mi sił.