Pracowałem w Agnelli przez prawie 3 lata na dziale wykańczalni. Po kilku tygodniach pracy na najprostszym stanowisku (zwijanie dywanów) zostałem przeniesiony na bardziej, wydawałoby się poważniejsze stanowisko jakim było zwijanie i pakowanie chodników, a jednocześnie krojenie i etykietowanie małych dywaników. Już od początku mój "nauczyciel" był do mnie wrogo nastawiony i wydzierał się o byle błahostkę, a gdy o cokolwiek go pytałem (jak to nowy i młody pracownik) byłem ironicznie zbywany. To były dopiero początki, ale ja jako młody człowiek chcący coś w życiu osiągnąć musiałem tam pracować, ponieważ potrzebowałem pieniędzy na studia które robiłem zaocznie w międzyczasie. Im dalej w las, tym było gorzej. Starsza brygada jest uprzedzona do młodych pracowników, nie pomaga, wyśmiewa i ironicznie zbywa. Częste uwagi typu "nie pasujesz tutaj, nie nadajesz się, lepiej się zwolnij" były na porządku dziennym i słyszane codziennie. Dodatkowo częste donoszenie przez pewną grupę "pewnych siebie" pracowników psuło doszczętnie atmosferę w pracy. Jednego dnia uśmiechają się i robią dobrą minę do złej gry, a drugiego dnia jest się już u kierownika na dywaniku. Kierownik swoją drogą też jest nie w porządku do młodej ekipy, jest zakłamany i ślepo wierzy w to co mówi stara ekipa, a uwag młodszej w ogóle nie bierze pod uwagę. Ogólne przekonanie, że kierownik ma zawsze rację jest tu na miejscu i zawsze egzekwowane. Młoda ekipa nie ma nic do powiedzenia, nawet jeśli ma rację. Każdy boi się o swój tyłek i gdy tylko kierownik pojawiał się na hali, wszyscy spuszczali głowę do dołu i w ciszy pracowali, żeby tylko nie dać kierownikowi powodu do jakiegokolwiek komentarza. Ogólna atmosfera zastraszenia była codziennie widoczna u starej ekipy, młodzi jakoś nie brali tego do siebie. Dodatkowym problemem było to, że starsza ekipa piła alkohol w pracy w godzinach, gdy kierownika już nie było, jednak na drugi dzień kierownik wiedział kto z kim pił, co pił i ile wypił. To była rzecz normalna. Początkowo na przerwie bywało tak, że starzy pracownicy siadali oddzielnie, a młodzi oddzielnie, później jakoś to się zmieniło i nie było takiego podziału, jednak te zachowania i tak były zakłamane. Sama praca w Agnelli jest jak wszędzie, trzeba robić swoje, bywają dni cięższe i lżejsze, praca zmianowa po 8h dziennie bez sobót i niedziel. Zarobki pracowników produkcji na poziomie 200 - 300zł wyżej od najniższej krajowej. Jednakże cała atmosfera, którą pokrótce opisałem wyżej psuje kompletnie całą chęć do pracy. Do tego zakładu idzie się jak na skazanie, a nie jak do normalnej pracy. Szczerze odradzam pracy tutaj, nawet na zaplanowany określony czas tak jak ja miałem w zamiarze. Bardzo się męczyłem psychicznie, ale jak wcześniej wspominałem potrzebowałem stałego dochodu. Moja "przygoda" z tą firmą skończyła się tym, że zostałem zwolniony z przyczyn firmowych. Zostałem zwolniony na miesiąc przed tym, gdy sam chciałem odejść, bo kończyłem studia i chciałem rozpocząć karierę w swoim zawodzie. Dziś jestem trenerem personalnym kulturystyki i w głębi duszy cieszę się, że mój czas w Agnelli dobiegł końca. Spadł mi z serca pewien ciężar który nosiłem pracując w tej fabryce. W końcu mam możliwość pracy w dobrych warunkach z dobrą atmosferą, wspaniałymi ludźmi i dużo lepszymi zarobkami. Pozdrawiam.