Ponieważ wiele osób uczestniczących w tej dyskusji dotyczącej Greena pyta mnie, czy zamieszczam tutaj opinie jako były pracownik, postanowiłam zabrać głos. Nie dlatego, że firma ta ma dziś dla mnie jakiekolwiek znaczenie, ani dlatego, że samo forum uważam za miejsce szczególnie doniosłe. Wręcz przeciwnie. Skoro jednak moja osoba stała się najwyraźniej jednym z tematów tej dyskusji, uznałam, że warto oszczędzić wszystkim niepotrzebnych domysłów.
Niektórzy pytają z czystej ciekawości, inni, jak rozumiem, z inspiracji płynącej z określonych źródeł. Nie będę jednak ukrywać się pod żadnym nickiem, pseudonimem czy inną internetową tożsamością. Nie mam ku temu najmniejszego powodu. Wszyscy mnie znacie. Z częścią z Was pracowałam przez rok i przez ten czas, przynajmniej z mojej perspektywy, tworzyliśmy całkiem dobry i zgrany zespół.
Zawsze byłam osobą otwartą i bezpośrednią. Jeżeli coś uważałam za dobre, mówiłam to. Jeżeli uważałam coś za absurdalne, również mówiłam to wprost. Bez specjalnej potrzeby opakowywania rzeczywistości w celofan dyplomacji. I właśnie dlatego tym razem również postanowiłam powiedzieć, co myślę.
Nie pracuję już w Greenie od ponad kwartału. Mimo to, jak wynika z przekazywanych mi relacji, nadal jestem analizowana, moja obecna sytuacja zawodowa, prywatna, kontakty, znajomości, sposób postrzegania mnie przez innych, a nawet to, z kim obecnie utrzymuję relacje.
Trudno uznać to za szczególnie racjonalne wykorzystanie czasu.
Nie zamierzam jednak oceniać, czym powinni zajmować się poszczególni pracownicy czy osoby zarządzające. Jeżeli ktoś uznaje za istotne śledzenie mojego życia po zakończeniu mojego zatrudnienia, jest to jego decyzja.
Nie ma również potrzeby, aby ktokolwiek informował mnie o tym, co ktoś na mój temat powiedział, jak jestem obecnie postrzegana, z kim się przyjaźnię, z kim utrzymuję kontakt, gdzie pracuję ani jakie osoby przypisują mi określone relacje.
Nie jestem tym zainteresowana.
Co więcej, informacje te nie mają dla mnie żadnej wartości praktycznej.
Szczególnie interesująca jest natomiast informacja, że moja osoba miała być zgłaszana do różnych instytucji w celu jej weryfikacji.
Nie traktuję tego jako zagrożenia.
Jeżeli ktokolwiek uważa, że istnieją podstawy do formalnego sprawdzenia mojej osoby, ma pełne prawo skorzystać z dostępnych procedur. Jestem osobą rzeczywistą, funkcjonującą pod własnym imieniem i nazwiskiem, dlatego nie widzę szczególnego problemu w potwierdzeniu tego faktu.
Będzie to oczywiście wymagało mojego czasu, który mogłabym poświęcić na zupełnie inne, ciekawsze aktywności.
Trudno jednak uznać, aby był to problem większy niż sam fakt, że ktoś uznał takie postępowanie za konieczne.
Przy okazji warto wyjaśnić jeszcze jedną rzecz, ponieważ najwyraźniej również tutaj pojawiła się przestrzeń do bardzo daleko idących interpretacji.
Niektórzy z Was przypisali moim relacjom z Wami znaczenie, którego z mojej strony po prostu nie było. Wyobraziliście sobie więcej, niż rzeczywiście istniało. Jeżeli w okresie naszej wspólnej pracy darzyłam kogoś szczególną sympatią, była to zwyczajna, koleżeńska sympatia wynikająca ze wspólnej pracy, codziennego kontaktu i normalnych relacji międzyludzkich.
Nic więcej. Nie było w tym drugiego dna, ukrytych deklaracji ani emocjonalnej historii.
Jeżeli ktoś zdecydował się nadać tym relacjom inne znaczenie, jest to jego interpretacja, a nie fakt.
Warto postawić granicę pomiędzy tym, co rzeczywiście miało miejsce, a tym, co zostało później dopowiedziane.
Co więcej, część osób kontaktuje się ze mną wyłącznie po to, aby przekazywać mi informacje o tym, w jaki sposób osoby zarządzające firmą wypowiadają się na mój temat, jakich używają określeń, epitetów czy wulgaryzmów. Otrzymuję również informacje o kolejnych teoriach dotyczących mojej osoby, w tym o przypisywaniu mi rzekomych ról, powiązań czy wręcz „szpiegowskich” działań, z którymi nie mam absolutnie nic wspólnego.
Nie potrzebuję tych informacji, nie wpływają one na moje życie, nie zmieniają moich decyzji i nie mają dla mnie żadnej wartości poza tym, że pokazują, jak wiele energii można poświęcić na tworzenie narracji wokół osoby, która od dawna nie jest już częścią organizacji, a jedynie mówią znacznie więcej o osobach, które je formułują i rozpowszechniają, niż o mnie. Nie zamierzam również prostować każdej kolejnej teorii na temat rzekomych powiązań czy motywacji, które ktoś postanowił mi przypisać. Nie pełnię żadnej z ról, które najwyraźniej w ramach kolejnych interpretacji zostały mi przypisane.
Jeżeli chodzi o samo forum, to poświęcacie czas na analizowanie treści publikowanych na marginalnej przestrzeni dyskusyjnej, które w istocie pełni funkcję swoistego wentyla dla osób sfrustrowanych i rozczarowanych, poszukujących tam przestrzeni do wyrażania opinii na temat swoich byłych bądź obecnych pracodawców, których nie potrafią lub nie mogą artykułować w bardziej konstruktywny sposób. Dziwię się, że macie tak wiele czasu na tak niepoważne zajęcia.