Chcę opisać sytuację z procesu rekrutacyjnego, bo uważam, że kandydaci powinni wiedzieć, jak ta rekrutacja wyglądała w praktyce.
Jakiś czas temu brałem udział w rekrutacji na stanowisko prawnika. Po pierwszym procesie dostałem informację, że firma nie zdecydowała się na moją kandydaturę. Temat uznałem za zamknięty.
Po kilku tygodniach zobaczyłem jednak, że to samo stanowisko znowu pojawiło się na jednym z portali z ogłoszeniami. Pomyślałem więc, że być może wcześniejsza rekrutacja nie zakończyła się zatrudnieniem albo że pojawiła się ponownie potrzeba po stronie firmy. Złożyłem aplikację jeszcze raz.
Po kilku dniach zadzwoniono do mnie z zaproszeniem na rozmowę. Trudno w takiej sytuacji odebrać to inaczej niż jako informację, że firma chce wrócić do mojej kandydatury i porozmawiać ponownie. Przygotowałem się więc do spotkania i pojawiłem się na rozmowie o umówionej godzinie.
Na miejscu, w obecności kilku osób, usłyszałem, że zaproszenie było pomyłką, że nie wiedzieli że ja to ja (faktycznie jakbym zmieniał imię i nazwisko na przestrzeni kilku tygodni), że pewnie podałem inny email w formularzu (tu również fuck up, bo podałem ten sam). Powiedziano mi, że firma zna już moje odpowiedzi z poprzedniej rekrutacji, że te odpowiedzi jej nie odpowiadały i że nie ma sensu dalej prowadzić rozmowy.
Gdy powiedziałem, że uważam takie potraktowanie kandydata za bardzo nieprofesjonalne, usłyszałem, że to ja „źle odczytałem” ponowny kontakt, że „to tak nie działa” i że jedyne, co mogą zrobić, to przeprosić.
Dla mnie to było zwyczajnie słabe. Jeżeli firma publikuje ponownie to samo ogłoszenie, kandydat aplikuje drugi raz, a potem ktoś z tej firmy dzwoni i zaprasza go na rozmowę, to trudno uznać, że kandydat sobie coś „źle odczytał”. To firma decyduje, kogo zaprasza na spotkanie. To firma powinna sprawdzić, z kim się kontaktuje. I to firma odpowiada za to, jak prowadzi proces rekrutacyjny.
Jeżeli faktycznie doszło do pomyłki, wystarczył telefon albo mail przed spotkaniem. Nie trzeba zapraszać kandydata na spotkanie tylko po to, żeby po kilku minutach powiedzieć mu, że rozmowa nie ma sensu.
Opisuję to, bo w mojej ocenie zabrakło tu zwykłego szacunku do czasu drugiej osoby i podstawowej odpowiedzialności za własną komunikację. Kandydat też jest człowiekiem, a nie pozycją w Excelu.