Praca w Tomholdzie do latwych nie nalezy. Pan menadzer pracuje tam wraz ze swoja zona, ktora od lat zajmuje sie jednym i tym samym, czyli fakturowaniem. Kazdy dodatkowy obowiazek jest przerzucany na innych, bardziej "lotnych" pracownikow, ale w ogole nie przeklada sie to na wynagrodzenie. Jest ona chroniona przez swojego meza i szefa w jednej osobie, a ilosc obowiazkow na innych stanowiskach czesto przekracza to, co zostalo ustalone na rozmowach i za co miala byc placona pensja. Po 10 latach pracy wiedzą tej pani jest nieporównywalnie niższa niż osób, które musiały sobie poradzić z przyswojeniem wiedzy swojej i nie tylko w ciągu bardzo krótkiego czasu. Zdarzaly sie sytuacje, gdy zostawala obcieta premia za 5-minutowe spoznienie, podczas gdy niektore osoby przychodza do pracy i przez 10 minut gadaja o rzeczach wcale nie zwiazanych z praca, a od innych wymagana jest punktualnosc i gotowosc do pracy punkt godzina 8 rano. Premia uznaniowa zalezy od widzimisie menedzera, jego humoru i wielu innych czynnikow. Niestety zdarzaly sie krzyki, pretensje o niewyrobienie sie z obowiazkami i nieprzyjemne sytuacje, ktore doprowadzily do odejscia kilku pracownikow. Bywaly sytuacje, gdy cala najwieksza praca do wykonania w najgoretszych okresach sprzedazowych zostala zepchnieta na dwie osoby i to na ich barkach spoczywala cala odpowiedzialnosc. Dobrych slow po rzetelnym wykonaniu obowiazkow w zasadzie zadnych, a tylko przytyki o drobne niedociagniecia. Wszystko, co robi sie "ponad" nie jest zbytnio dostrzezone, a tym bardziej docenione. Jesli chodzi o szefa calej firmy, to jest to czlowiek o wielkim sercu, bardzo inteligentny i pracowity. Niestety od lat wspolpracuje z panem menedzerem i na wiele spraw przymyka oczy lub po prostu zostawia je w niewlasciwych rekach. Praca w Tomholdzie dostarczyla mi wielu nowych wyzwan, wiele sie w niej nauczyłam, ale to tez codzienny stres i patrzenie na niesprawiedliwe traktowanie ludzi. Ocencie sami...