Zacząłem pracę w tej firmie na wiosnę 2023.
Byłem zatrudniony jako programista C - a w sumie w C napisałem może z dwadzieścia - trzydzieści linii. Ciągle TCL w różnych odmianach.
'Starszych' programistów było w Szwecji tylko dwóch, a
aplikacja, którą się mieliśmy opiekowac miała dość ubogą dokumentację dla programisty.
Mieliśmy więc pytać Szwedów.
Niestety mi trafił się osobnik która wciąż zachowywał się wobec mnie jak obrażony.
Nie wiem dlaczego. Jak go pytałem o co mu chodzi nie dostałem odpowiedzi.
Może to była kwestia wieku, bo miałem lat mniej więcej tyle co on, starszy niż reszta zespołu w Polsce.
(do kolegi, który był jeszcze starszy o kilka lat, Szwedzi czepiali się tak, że sam rzucił papierem po kilku miesiącach pracy)
Może dlatego, bo śmiałem robić review commit'ów ze Szwecji i mieć własne zdanie.
Szwed albo nie miał czasu, albo np twierdził że nie zna danego kawałka kodu,
'zapominał' powiedzieć że gdzieś dokonano istotnych zmian względem dokumentacji, tak że nie pasowała do rzeczywistości (np: przedefiniowali niektóre podstawowe funkcje w TCL), albo że nie zna wymagań funkcjonalnych dość niedbale napisanych zadań, albo jak już zakończyłem pisanie dochodził do wniosku że trzeba dodać jeszcze jakąś funkcjonalność i dopisać kawał kodu.
Przez to wyrobienie się w czasie, a nawet oszacowanie ile jeszcze dany temat zajmie było praktycznie niewykonalne.
Nawet nie wiem jak on wyglądał, bo na spotkaniach nigdy nie uruchamiał kamery.
Dla kierownictwa w Polsce temat nie istniał. Skupiali się tylko na szybkości naszej pracy. Najwięcej co z z nich można było wycisnąć
to stwierdzenie żebym 'poszukał sobie pomocy'.
Za to kiedy chciałem wziąć urlop na żądanie dowiedziałem się od nich żebym tego nie robił, bo 'Szwedzi tego nie lubią'.
Do tej pory nie wiem czy aż tak nie znali Kodeksu Pracy czy też może aż tak bali się ludzi ze Szwecji.
Jedno z kierowników wyglądało na ogarnięte, ale przed Sztokholmem się płaszczyło i co chwila słyszałem czego Szwedzi nie lubią albo lubią.
Drugie nie było w stanie pochwalić się żadnym wykształceniem, a miało takie metody zarządzania jak polecenie każdemu by napisał swoją opinię na temat każdego innego pracownika, wrzucenie tego do Excel'a i obietnica 'omawiania' na comiesięcznych zebraniach, albo przekonywanie że będąc na zwolnieniu lekarskim powinno się pisać służbowe email'e.
Nawet drukarki dla firmy bali się kupić i zrobili specjalną 'ankietę'.
Ciekawie się zrobiło kiedy zacząłem tracić czucie w nodze i mieć kłopoty z kręgosłupem. Lekarz ortopeda kazał mi leżeć w łóżku i się nie ruszać.
Najpierw był telefon 'czy nie mogę, po prostu, wziąć jakiegoś zastrzyku'.
Potem następne z żądaniami zwrotu kwot, które firma płaciła za mój abonament w Luxmed, z groźbą że mnie wypiszą.
Na koniec, w pierwszym dniu po zwolnieniu, otrzymałem wypowiedzenie z paroma okrągłymi banałami że pracuję zbyt wolno. Bez żadnych konkretów.
(niewątpliwie leżąc w łóżku nie pracowałemi)
Przy tym kierownictwo usiłowało mnie zmusić szantażem do rezygnacji z okresu wypowiedzenia, grożąc że będą przekazywać swoje 'opinie' następnemu pracodawcy, co też było niezgodne z Kodeksem Pracy.
Termin wystawienia świadectwa pracy też zignorowali - wysłali dwa tygodnie po ustaniu umowy. (nic dziwnego jednak tam nie dopisali)
Stanowczo tej firmy nie polecam. Cieszę się że mnie tam już nie ma.