Zostałam zwolniona dzień po podpisaniu umowy zlecenia. Powodem miało być „ukrywanie choroby” – atopowego zapalenia skóry, z którym żyję od lat i które nigdy wcześniej nie przeszkadzało mi w pracy (pracowałam m.in. w lodziarni i jako kelnerka). Już na początku szczerze powiedziałam przełożonej, co to za zmiany na moich dłoniach. Pracowałam na kasie, w krótkim rękawie niczego nie ukrywałam.
Mimo to, dzień po podpisaniu umowy , zostałam wezwana do biura i próbowano mnie zmusić do podpisania oświadczenia, że to ja chcę rozwiązać umowę. Odmówiłam. Cała sytuacja była bardzo stresująca nie pozwolono mi wejść do biura z starsza siostrą, mimo mojej prośby. Dopiero po interwencji mamy mogła do mnie dołączyć, gdy zobaczyła, w jakim byłam stanie. Na koniec potrącono mi z wynagrodzenia 500 zł za „rzekome zatajenie choroby”.
Dzielę się tą opinią, bo uważam, że młodzi ludzie mają prawo wiedzieć, w jakich warunkach mogą się znaleźć, podejmując sezonową pracę. To doświadczenie było dla mnie bardzo przykre i zniechęcające.