Były pracownik30.05.2026 15:26
Były pracownik
Cukiernia Hotelu Gołębiewski w Wiśle
Zostałam zwolniona w sposób skandaliczny i tchórzliwy. Najpierw w mój dzień wolny Pani Dyrektor gastronomii A. wysłała mi krótką wiadomość na aplikacji WhatsApp, informując o zakończeniu współpracy. Odpisałam jej natychmiast, że tak tego nie zostawię i zażądałam podania oficjalnego powodu, ponieważ nigdy wcześniej nie było na mnie żadnych skarg ani upomnień, a to ja byłam osobą, która zgłaszała nękanie w dziale.
Dopiero wieczorem, w panicznym pośpiechu, wysłano mi mailowo oficjalne wypowiedzenie umowy zlecenia. Firma doskonale wiedziała, że miałam podpisaną umowę do końca roku i gdyby zerwali ją bez powodu, mogłabym ubiegać się w sądzie o odszkodowanie. Dlatego na poczekaniu wymyślili absurdalne, zmyślone zarzuty (wulgaryzmy, rzekome łamanie HACCP i nagrywanie). Kiedy zażądałam przedstawienia jakichkolwiek dowodów na te oszczerstwa, hotel odmówił i bezczelnie odpisał, że „pokażą je w sądzie” bo doskonale wiedzą, że żadnych dowodów nie mają.
Prawdziwym powodem mojego usunięcia było to, że byłam niewygodna dla patologicznego układu „starej gwardii” (E., P., K.,K., L.), który jest kryty przez wypaloną zawodowo panią dyrektor A.
Fikcyjna konfrontacja i ucieczka dyrektorki: Dwa tygodnie przed zwolnieniem zgłosiłam nękanie, pani dyrektor A po czym zrobiła konfrontację bezpośrednio na dziale przy całej grupie. Była ostra wymiana zdan i duzo kłamstw a mnie aż podnosi jak ktoś kłamie wiec sie bronilam a Pani Dyrektor A stwierdziła, że „brakuje mi pokory” Podsumowała spotkanie tekstem, że „daje nam czas na dogadanie się”
Atak grupy i rzekome „nagrywanie”: Gdy tylko dyrektorka zamknęła drzwi, grupa poczuła pełną bezkarność. Zostałam wulgarnie zaatakowana przez całą klikę, która osaczyła mnie i kazała mi się zwolnić.Dopiero wtedy, w akcie desperackiej obrony koniecznej przed ich furią, pani L nawet mi groziła oświadczyłam, że włączam dyktafon (czego nie zrobiłam)I mialam spokoj do konca zmiany jedynie na maxa włączyli radio.
Zawiść zawodowa i donosy: cukiernik P. doniosła na mnie do dyrekcji, że robię zdjęcia swoich prac mówiąc ,ze to nie moje prace tylko całego zespołu.Jasne.Nie była to praca zespołowa, skoro od A do Z wszystko robiłam sama, a leniwa grupa, która marnuje produkty przez brak umiejętności pani L i pana młodszego cukiernika K czego swiadkiem jest pani kierownik I.Wogole pani kierownik I wiedziała o moim zgloszeniu nękania,ale teraz wszyscy mają amnezję.
Wandaliizm i brak ludzkich odruchów: Poziom tej grupy to rynsztok. Celowo niszczyli moje prywatne rzeczy w pracy uszkodzili dzonek w kubku i obcięli słomkę w butelce na wodę)a rzeczy spakowali do kartonu opisali miejscowoscią i narysowali serduszka.Dobrzec,ze wyslali mi zdjecie.Czysta złośliwość i pasywna agresja.
Stara gwardia nie kwapiła się do mycia po sobie garow twierdząc ze od tego maja praktykantow. Kiedy powiedzialam ,ze kazdy myje po sobie a praktykanci przyszli sie tu uczyć zawodu.Zaraz byl na mnie donos,ze nie chce myc garow oczywiscie powiedzialam pani dyrektor A ,ze to nie prawda. Potem jakoś potrafili myc po sobie a praktykantom dawac inne zajęcia niż mycie garow.
Przede mną pracowała tam dziewczyna, którą tak nękali, że musiała uciekać na inny dział pracuje tam dalej a oni się cieszą i szczycą,ze się jej pozbyli.Dyrekcja o wszystkim wiedziała. Zwolnienie dostalam kiedy cała klika była na zmianie a dzień wcześniej pracowaliśmy razem jeszcze starsza cukiernik E powiedziała „ooo, jutro fajna zmiana bez niej”. Kiedy na zmianie nie było starszej cukiernik E jakos wszyscy ze mna rozmawiali dobrze sie pracowalo ale jak byla na zmianie nikt ze mna nie rozmawiał a na obiady chodzili beze mnie.
Skoro hotel tak bardzo chce iść do sądu i tam pokazywać „dowody” ok. Przynajmniej juz wiem ,ze nigdy więcej nie podpiszę fikcyjnej umowy zlecenie,ktora spełnia wszystkie warunki etatu a sprawę kieruję do PIP.