Zostałam zaproszona na rozmowę rekrutacyjną na stanowisku sprzedawcy w sklepie z balonami i artykułami okolicznościowymi.
W trakcie rozmowy otrzymałam informację, że właścicielka firmy w ciągu dwóch dni dokona wyboru kandydata, który zostanie zatrudniony w oparciu o umowę na okres próbny( na max. 1 miesiąc). Wtedy pomyślałam, że to rozsądne i uczciwe rozwiązanie.
Już kolejnego dnia ta sama Pani zadzwoniła, aby poinformować mnie, że wybrała kilka kandydatek i każdą z nas chce zaprosić na dzień próbny w hurtowni firmy.
Zapytana o umowę i wynagrodzenie za ten czas potwierdziła, że otrzymam wynagrodzenie.
Dwa dni później przeszłam 4- godzinne szkolenie praktyczne i teoretyczne w siedzibie firmy, jednak nie otrzymałam za nie pieniędzy, a na sam koniec poinformowano mnie, że w kolejnym tygodniu wybrane z puli kandydatów osoby zostaną zaproszone na " dzień lub dwa dni próbne" w docelowym miejscu pracy, czyli w sklepie na Jeżycach. Cały proces był bardzo nieprofesjonalny: na wstępnej rozmowie nie zadano mi żadnych pytań o doświadczenie zawodowe, o II etapie rekrutacji dowiedziałam się przez telefon dzień później, a o III zaraz po zakończeniu II.
Komunikacja w POZ- Gaja mocno kuleje.
Zostałam też zaproszona na III etap rekrutacji, czyli przepracowanie dwóch dni w sklepie przy Dąbrowskiego 72. Powiedziałam, że bardzo chętnie, jednak w tym przypadku chciałabym najpierw podpisać umowę na okres próbny lub jakikolwiek wiążący obie strony dokument( trudno wymagać od obcej osoby zaufania w relacji biznesowej). Pracownica sklepu( która zaprosiła mnie na kolejny etap) powiedziała, że oczywiście- nie ma problemu i że wszystkie kandydatki otrzymają wynagrodzenie( włącznie z tymi, które nie zostały zaproszone do III etapu).
Poczułam, że moje pytanie zostało potraktowane jak atak na dobre imię Świętej Firmy, więc spokojnie wytłumaczyłam kwestię.
Po kilku godzinach od tej rozmowy dotarł do mnie SMS z informacją, że przelew za "szkolenie" dostanę kiedy tylko szefowa odnajdzie internet za granicą( bo jest z nim tam problem) i " podziękowano mi za dalszą współpracę" z powodu " braku zaufania na samym początku", który jest " złą prognozą".
Podsumowując: POZ- Gaja to kolejny "janusz biznesu" na poznańskim rynku pracy obrażony na fakt, że z pracownikiem należy podpisać umowę i zapłacić mu za pracę. Brak umiejętności przeprowadzenia skutecznej rekrutacji, fatalna komunikacja, bezprawne praktykowanie "dni próbnych".
POZ- Gaja nie szuka pracownika, a kolejnego członka rodziny.
Spoko, ale szkoda, że nie informuje o tym na początku- uniknęlibyśmy tego spotkania.
Szanujmy się!
PS. Pracodawca oczekuje, że od przyszłego pracownika dyspozycyjności przez 6 dni w tygodniu. W sklepie nie ma systemu zmianowego. Czy to nie dostateczne poświęcenie?