Ostatnio trafiłam na artykuł w Newsweek na temat swatki Anny Guzior i doszłam do wniosku, że powinnam zabrać głos w tej sprawie i opisać swoje doswiadczenia. Sam tekst zrobił na mnie złe wrażenie. od razu wiedziałam, jak pani Ania będzie w nim przedstawiona. Nawet sam dobór fotografii mówi czytelnikowi, kogo ma nielubić i czyją stronę trzymać.
Dlatego chcę sie podzielić swoimi doswiadczeniami, by ludzie mogli mieć szerszy obraz.
Zanim trafiłam do swatki korzystałam już z usług biura matrymonialnego i miałam w związku z tym jak najgorsze doświadczenia. To było takie biuro z siedzibą w Katowicach - centrum zapoznawcze Duet. Po wpłaceniu pieniędzy czułam się jakbym wpadła do jakiejś maszynki do przerobu. pani, która mnie prowadziła wypełniała swoje obowiązki,byłam dla niej kolejnym obowiazkiem do załatwienia - na zasadzie " byle do końca dniówki". Po doswiadczeniach z tamtym biurem stwierdziłam, że nigdy więcej. Ale później spotkałam po latach swoją dobrą koleżankę ze studiów. I kiedy przeszłyśmy na osobiste tematy wspomniała mi właśnie o pani Ani Guzior, mówiła, że jej koleżanka z pracy znalazła dzięki niej partnera i że chwaliła sobie jej usługi.
Zaczęłam obserwować swatkę w mediach społecznościowych. Trochę zablokowała mnie cena jej usług. Rzeczywiście, nie sa na każdą kieszeń. Ale było mnie na nie stać i postanowiłam spróbować.
Pani Ania zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Była kontaktowa, potrafiła słuchać. Faktycznie jest tak, że kiedy pisałam do niej w jakiejś sprawie to nie odpisywała mi natychmiast. Odpowiedzi dostawałam nawet po kilku dniach. Ale to było dla mnie zrozumiałe. W przeciwieństwie do Duetu ( to poprzednie biuro) ona sama zajmuje sie swoimi klientami, nie przypadkowi pracownicy. A może po prostu mam więcej wyrozumiałości niż inni.
Zaczęłam dostawać od pani Ani propozycje. było ich razem z sześć czy z siedem. wśród nich pojawiały sie tez takie, które nie były do mnie dopasowane- to znaczy odbiegały mniej lub bardziej od tego, co zaznaczyłam w swoich oczekiwaniach i preferencjach.
Zwróciłam na to uwagę pani Guzior. Starała się mnie przekaonać, że czasami warto wyjsć poza swój wąski horyzont oczekiwań bo może się okazać, że własnie poza nim spotkam tą właściwą osobę. I tak właśnie stało się w moim przypadku. Zgodziłam się na spotkanie z mężczyzną, który był niższy niż zaznaczyłam w preferencjach, miał lekką łysinkę i inne zainteresowania. marzyłam o kimś, z kim będę mogła dzielic hobby i wspolnie spądzać każdą chwilę.
Adam, mój obecny partner, był własnie jedną z tych niedopasowanych propozycji. I dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mamy rózne hobby i jak się okazuje - jest to spory plus, bo każde z nas ma swoją własną, odrębną przestrzeń.
Jestem bardzo zadowolona z usług pani Anny Guzior. To profesjonalistka i warto jej zaufać.
Jeśli to prawda, co wypisują na nią osoby na tym forum i to, co o niej mówiły te panie z artykułu w Newsweeku - to niech walczą one o swoje prawa i o sprawiedliwość. Ale moje doświadczenia są całkowicie odmienne i nie chce mi się wierzyć w to wszystko, co nawypisywali na nią w tamtej gazecie. Uważam, że jej podejście do mnie było jak najbardziej profesjonalne i zawszce czułam, że traktuje mnie naprawde indywidualnie, nie jako jeden z przypadków do przerobienia przed koncem dniówki.