pracowałam tam niecałe trzy dni. zostałam przyjęta z marszu i być może właśnie to powinno mi zapalić czerwoną lampkę, ale byłam zdesperowana, zbierając na studia. miałam może dwie godziny próbne, po czym wysłano mnie to domu, bo nie było ruchu — okej, grafik miałam dostać pod koniec tygodnia. nie dostałam go, więc się upomniałam i znowu mu obiecano jakiś kolejny dzień. minął MIESIĄC, po czym dostają sms-a o grafiku… (hej, chcesz coś z avonu?). ale jak już wspomniałam, byłam zdesperowana, więc poszłam w to znowu.
na mojej pierwszej całej zmianie pracowałam ze świetną babką, nie było szefowej i managerki bo były na jakimś wyjeździe, atmosfera była super i jako osoba raczej dość cicha i bez doświadczenia, uważam, że szło mi bardzo dobrze i w ciągu dnia dostawałam wiele napików, nawet jeśli coś pokręciłam lub nie pamiętałam jeszcze całej karty (i oczywiście napiwki są ci zabierane, bo szefowa, która siedzi w piwnicy z pewnością na nie zarabia najbardziej). dostałam również sporo wsparcia i “miejsce” na nauczenie się tego, czego nie wiedziałam. wróciłam do domu zadowolona i tak właściwie to nawet nie mogłam się doczekać aby wrócić.
na następny dzień miałam zmianę z innymi kelnerem, z którym miałam ten dwugodzinowy dzień próbny. od godziny chyba jedenastej do godziny szesnastej, pojawiły się może dwie osoby, i to głownie na początku, więc w sumie przez większość dnia nie było nikogo. w pewnym momencie sądziłam, że będę zmieniać kostkę brukową przed restauracją, już nie mogli wymyślić co by tu jeszcze zrobić — ja wiem, że nikt nie chce płacić pracownikowi za stanie za barem, ale to już było po prostu śmieszne, bo gdy ja polerowałam nie wyciągane chyba od roku szkła i wspinałam się po półkach aby wyciągnąć okruszki, które leżały tam już chyba tydzień, to pan kelner chodził co chwilę plotkować na kuchnię, popalać papieroska i po prostu wykorzystywać fakt, że nikt go w większym stopniu nie pilnował i mógł wysłużyć się młodą dziewczyną.
w późniejszych godzinach pojawiła się szefowa z managerką, zero przedstawienia się i jakiejkolwiek kultury, zupełna ignorancja mojej obecności, ale wspaniały pokaz kolesiostwa z kelnerem — czułam, że nie jestem mile widziana i nie należę do grupy, co może jest sensowne, gdyż dopiero tam zaczynałam, ale jeszcze nie spotkałam się z takim nastawieniem w innych miejscach pracy. jak tylko szefowa i managerka pojawiły się w restauracji atmosfera stała się bardzo napięta i niekomfortowa, za każdym razem gdy wracałam za bar byłam krytykowana — za mało się uśmiecham, chodzę zbyt szybko, a teraz za wolno itp. i chciałabym tylko zaznaczyć, że ani razu nikt z gości nie zwrócił mi uwagi, byli zadowoleni z usługi i czułam się doceniana, więc ciągła krytyka była po prostu frustrująca i niepotrzebna, sprawiała, że czułam się osaczana, zwłaszcza, że managerka ciągle pytała się mnie, czy mi się podoba, mimo licznych potwierdzeń, że tak.
przez pełną godziną po prostu walczyłam ze łzami, czułam się tam nieszanowana i pod ciągłą niezasłużoną krytyką. ciężko wykonywać swoją pracę, gdy instrukcje odnośnie pewnych usług dostaję dopiero w ich trakcie, protekcjonalnym tonem, lub dopiero po (o tym, że oferują jakieś karty prezentowe, dowiedziałam się dopiero gdy klient o nie zapytał??).
gdy zapytałam się o wypłatę, managerka zaczęła coś mówić o MIESIĄCU próbnym, że dopiero wtedy będą myśleć o jakiejkolwiek umowie i że później można o tym porozmawiać. nikt nie potrzebuje miesiąca aby stwierdzić czy pracownik się sprawdza czy nie! i co to znaczy, że nie jesteś w stanie odpowiedzieć ile będziesz mi płacić za godzinę?
tamten dzień doprowadził mnie w końcu do płaczu i zażądałam natychmiastowej wypłaty za godziny, które przepracowałam. nie wiem, ile przepracowałam, nie wiem czy dostałam tyle, ile mi się należało — chciałam już stamtąd po prostu wyjść. po czasie trochę mi przykro, że zareagowałam tak emocjonalnie, chyba wolałabym powiedzieć im w twarz to co o nich myślę, ale doprowadziło mnie do tego to, jak byłam traktowana tego dnia. czułam się upokorzona, nie wiem, jakie były intencje jednej z sytuacji, gdy zostałam wyśmiana za przyniesienie managerce kawy na dół do “biura”, o co mnie poproszono i nie miałam nic przeciwko temu, dopóki managerka nie wykpiła mnie z szefową.
to było ponad rok temu, ale po opiniach widzę, że nic się nie zmieniło. nie polecam pracy tam, lokal jest znany w lubinie z dużej rotacji pracowników, co mówi samo za siebie. nieprzyjemna i napieta atmosfera. może dla niektórych moje doświadczenie będzie dość głupiutkie, ale to nie była moja pierwsza praca i wiem jak powinno traktować się pracownika