Nie wiem nawet, od czego zacząć. Ten tak zwany "gabinet botoksu i wypełniaczy" to kompletna porażka. Od chwili wejścia czułam, że coś jest nie tak: poczekalnia była brudna, wszędzie leżały zużyte chusteczki, a podłoga się kleiła. Higiena? Chyba nigdy o niej tu nie słyszeli.
Właścicielka, która nazywa siebie "ekspertką", podeszła do mnie bez rękawiczek, ubrana niechlujnie i wyglądająca wyjątkowo nieprofesjonalnie. Podczas zabiegu wielokrotnie dotykała mojej twarzy brudnymi rękami — jakby to było zupełnie normalne!
Sam zabieg to była czysta katastrofa. Wyraźnie nie miała pojęcia, co robi: wyszłam stamtąd z krzywymi ustami, opadniętą brwią i wieloma siniakami na twarzy. Kiedy zwróciłam na to uwagę, zostałam opryskliwie poinformowana, że "opuchlizna to normalne" i "trzeba mieć cierpliwość". Naprawdę?
Kilka dni później pojawiło się poważne zakażenie. Lekarz rodzinny powiedział mi, że najprawdopodobniej wynikało to ze złych warunków higienicznych podczas zabiegu. Żadnych przeprosin, żadnego zwrotu pieniędzy — tylko wymówki.
Podsumowując: jeśli cenisz swoje zdrowie, trzymaj się od tego miejsca jak najdalej!
Nieprofesjonalnie, brudno i po prostu niebezpiecznie.