sacco14.07.2022 11:03
Inne
Zacznę od początku. To jakiś cyrk. W marcu zadzwoniłam do Pana Michała z zapytaniem czy firma, której jest właścicielem, świadczy również usługę magazynowania.
- jak nie ma tego dużo, to tak. Nie było dużo. Pan się zgodził. Umówiliśmy się na godzinę 13:00. Bardzo zależało mi na czasie, ponieważ tego samego dnia miałam się przeprowadzać na drugi koniec Polski. O 13:00 wysłałam wiadomość sms z pytaniem dlaczego do tej pory nikt nie przyjechał. Odpowiedzi nie dostałam. Czekam pół godziny. Dzwonię. Pan mówi, że problem z samochodem, ale za chwilę ktoś się zjawi. Dostaje smsa, że maksymalnie do godziny. Pan przyjechał około godziny piętnastej. Przeprosił, powiedział, że problem z samochodem. Na moje pytanie, gdzie te rzeczy będą przechowywane, ponieważ w umowie ta informacja nie została doprecyzowana. Otrzymałam informacje, że w domu prywatnym Pana Michała. Umowa była na miesiąc. Po miesiącu zadzwoniłam do Pana Michała z prośbą o przedłużenie umowy. Firma Pakuś przechowywała mienie do końca czerwca. Kolejne problemy pojawiły się, gdy chciałam by mi rzeczy oddano. Przyjechało dwóch Panów i poinformowało, że bardzo przepraszają, bo musieli te rzeczy przewieźć do magazynu, dlatego rzeczy są spakowane w inne niż do tej pory kartony.
(nie otrzymałam wcześniej informacji o zmianie miejsca magazynowania) a lampę Panowie przywiozą następnego dnia, bo był jakiś problem na magazynie. Tego samego dnia wysłałam wiadomość, że zostały mi dostarczone dwa kartony, które nie są moje. Pan następnego dnia z lampą nie przyjechał. Nikt nie zadzwonił. Nie wysłał smsa. Dzwonię. Pan przeprasza. Mówi, że ktoś dziś przyjedzie. Dostaje smsa, że lampa się gdzieś zgubiła na magazynie. Mają czas do końca tygodnia by ją znaleźć. Jeśli nie znajdą, to otrzymam zwrot pieniędzy lub nową lampę. Pytam, kiedy Panowie zabiorą kartony, które nie należą do mnie. Po raz kolejny zostałam zapewniona, że ktoś przyjedzie wieczorem. Nikt nie przyjechał. Dzwonię. Pan przeprasza, a ja po raz kolejny tracę cierpliwość. Pan przyjeżdża, zabiera kartony i przeprasza. Dostaje smsa z informacją, że znaleziono lampę. Zostanie przywieziona. Pan przyjeżdża z uszkodzoną lampą. Mówi, że szef kazał pokazać. Ma połamaną nogę. Mam otrzymać zwrot pieniędzy, a jutro ktoś ma się w tej sprawie skontaktować. Jak nie trudno się domyślić nikt nie zadzwonił. Ja dzwonię. Pan tłumaczy, że Pan Michał na urlopie i go zastępuje. Słyszał o sprawie i zwrocie pieniędzy. Przedzwoni, jak potwierdzi, to zrobi przelew. Pieniędzy nie ma. Informacji nie ma. Nikt nie odbiera.