Firma produkuje meble tapicerowane czyli sofy, kanapy, itp. ogólnie towar bardzo ciężki do rozładunku (na szczęście sami ładują). Zatrudnienie jako kierowca kat. C przebiegało w miłej atmosferze czyli kasa z dietą około 5200 netto, wyjazdy Polska i sporadycznie przy granicy Czechy oraz Słowacja. Wszystkie weekendy wolne a nawet dzień lub dwa w tygodniu oraz zapewnienie, iż ładunek jest lekki max 50 kg do przesunięcia na koniec "paki". Rzeczywistość to auto z "paką" o wymiarach w metrach 8 długie 3 wysokie 2,6 szerokie (wysokość solo to 4 metry) zawalone meblami pod dach w tym sofy po około 110 kg. Brak pomocy przy rozładunkach, podjazdy do sklepów i w ciasne podwórka nie tak jak było mówione rampy i duże podjazdy. Dostawy sporadycznie Polska a non stop Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Litwa. Do tego dochodzą problemy z rozliczeniem płatności za towar w sklepach. Powrót oczywiście w sobotę albo w niedzielę. Pierwsza pensja była OK ale za tą męczarnie i nerwy według mnie za mała. Druga i trzecia pensja coraz mniejsza. Ostatnia jak złożyłem wypowiedzenie to porażka połowa oczekiwanej i atmosfera przy opuszczaniu firmy lekko mówiąc wojenna. Krótko na koniec: dźwigasz kilkadziesiąt ciężkich mebli do klienta bez pomocy; dostawy w miejsca, gdzie naprawdę musisz uważać, żeby nie uszkodzić auta lub bramy albo sklepu; w trasie jesteś tydzień; miejsca dostaw oddalone od siebie o tyle, że uda ci się z hukiem zrobić 4 miejsca; Czechy i Słowacja nie ma gdzie zrobić dobowej pauzy; pensja za miesiąc pracy co miesiąc niższa bo właściciel jak mówi "dobrze dodaje i odejmuje"; urlop wypoczynkowy, który wypracujesz co wypłata pensji próbuje od ciebie odkupić abyś cały czas jeździł; nie wierzcie w zapewnienia, że jak firma ma przestój to on wam normalnie wypłaca pensję (jak to mówił bierze to na klatę). To z grubsza tyle bo resztę można sobie dopowiedzieć.