Odnoszę wrażenie, że pozytywne opinie tutaj pisze sobie sam główny zarządzający kancelarią, bo nie ma w nich cienia prawdy. W GOB zostałam zatrudniona na stanonisku Prawnika w zeszłym roku. Doskonale wiedziano, że studiuje dziennie i nie mogę sobie pozwolić na pracę na pełen etat. Przy rozpoczęciu współpracy oczywiście zgodzili się na to, abym pracowała 4 dni w tygodniu. Gdy przyszło co do czego i skończył się "okres wprowadzający" zaczęłam dostrzegać to przed czym przestrzegali mnie inni pracownicy, a co początkowo lekceważyłam. Po ponad miesiącu przydzielano mi tyle zadań do napisania, że zmuszona byłam pracować w domu po godzinach. Wielokrotnie przez 3 miesiące pracowałem po kilkanaście godzin na dobę, zdarzało się także wiele razy, że pracowałam w weekendy. Na domiar złego nadgodziny w ogóle nie były płatne! Gdy trafia się do pracy stacjonarnej na tzw. "ZSS" dochodzi dodatkowy obowiązek w postaci sprawdzenia kopert przed wysyłką. Skutkuje to zawsze zostawaniem w pracy ok. 2 godziny dłużej (znowu - te nadgodziny nie są w żaden sposób wynagradzane). Przestało mnie to dziwić, dlaczego na umowie zlecenia (studenci w wielu miejscach mają na umowie stawkę godzinową) jest stawka miesięczna - ryczałt. Po prostu umywają w ten sposób ręce i uciekają od płacenia za nadgodziny.
Pomimo tego, że wielu pracowników, których spotkałam było naprawdę sympatycznych, to odgórnie tworzona jest sztuczna korpo-atmosfera. Po ok. 1,5 miesiąca od rozpoczęcia pracy, wspólnicy tworzą raport składający się z "anonimowych ocen pracowników" i pomimo wielu starań, poświęcania się dla firmy, ta ocena jest marna.
Dodatkowo główny wspólnik kancelarii, gdy zgłasza mu się problemy, manipuje twierdząc, że "on nie każe nikomu pracować więcej niż 8 godzin, a wręcz zabrania". Jest to zwyczajnie śmieszne, gdyż regularnie obserwowałam, że zdecydowana większość pracowników wysyła regularnie (nawet w weekendy) maile w późnych godzinach nocnych. Nie robią tego z nudów, ale z ogromnej, nieproporcjonalnej ilości przydzielanych zadań. W grudniu zeszłego roku tuż przed Świętami pracowałam po 17 godzin na dobę! Czyli nie dość, że pracuje się wiele godzin ponad normę 8-godzinnego dnia pracy, to jeszcze nie jest to w ogóle przez szefostwo wynagradzane. Próba rozmowy z głównym wspólnikiem, opowiedzenia jak wygląda sytuacja, kończy się wyśmianiem, nawijaniem makaronu na uszy, manipulacjami "że to w przyszłości będzie wynagrodzone", co oczywiście jest wierutnym kłamstwem.
Pracowałam w różnych miejscach, ale w żadnym nie czułam się tak wykorzystywana i (usunięte przez administratora) jak gąbka jak w GOB. Przez okres pracy tam nie miałam praktycznie czasu na naukę na studiach (obiecywano, że będzie inaczej), a o czasie wolnym nawet nie wspomnę. Nie wynagradzają tego nawet skrócone godziny pracy w piątki (pracuję się zwykle 3 godziny krócej); ale w skali całego miesiąca te 12 godzin w miesiącu i tak nie rekompensuje ilości nadgodzin spędzanych w domu przed laptopem.
Pracownicy są w tej firmie traktowani jak tania siła robocza, bez cienia przesady mogę powiedzieć, że jest to czysty (usunięte przez administratora). Jeśli choć przez chwilę się zastanawialiście, czy tu pracować, to radzę Wam: uciekajcie od tego miejsca jak najdalej! Chyba, że nie chcecie mieć życia poza pracą, żyć w ciągłym stresie i jeszcze mieć za to marnie płacone, a za nadgodziny w ogóle....