Pracowałem w firmie Many przez kilka miesięcy i niestety muszę stwierdzić, że doświadczenie to było dalekie od pięknych wizji, jakie wytoczyła pani Katarzyna na rozmowie rekrutacyjnej.
Normy czasu pracy? To chyba żart w tej firmie. Kierowcy regularnie są zmuszeni do przekraczania dopuszczalnych norm czasu pracy, co raz - jest nielegalne, a dwa - stwarza poważne ryzyko dla bezpieczeństa na drodze. Jakiekolwiek próby poruszenia tego tematu kończą się odpowiedzią: "to są kury, tak się u nas pracuje, zrób wydruk i będzie dobrze". Wszystko pięknie do czasu, aż się zdaży wypadek. Ty idź siedzieć, a szefowa się wypnie i zatrudni kolejnego białorusina.
Praca w weekendy bez dodatkowego wynagrodzenia stała się standardem, mimo innych obietnic na rozmowie rekrutacyjnej. Przepracujesz tutaj 9/10 sobót, a czasami nawet niedziel, bez oczekiwania na jakiekolwiek dodatki czy kompensaty.
Atmosfera w firmie jest bardzo napięta. Kilka zawistnych osób i wazeliniarzy skutecznie blokują próby dyskusji i tylko utwierdzają panią Katarzynę, że słowa skargi najlepiej kwitować agresją. Tu cyt. zasłyszany bezpośrednio z ust szefowej: "jak się nie podoba, to (usunięte przez administratora).
Ostanią (usunięte przez administratora)jaką doświadczycie już na samym początku jest sytuacja mieszkaniowa. Jako nowy pracownik będzie przerzucani z łóżka na narożnik, z pokoju do pokoju, a nawet do innego miasta (Möckern/Niederlemhe). Ale że jest spora rotacja, to bardzo szybko przestaniecie być nowymi pracownikami i gdzieś się miejsce zwolni. Podkleisz/poskręcasz rozlatujące się łóżko i będzie jak nowe.
Podsumowując, moja przygoda z firmą Many była daleka od pozytywnego doświadczenia. Nie tylko czułem się (usunięte przez administratora) i wykorzystany, ale martwiłem się o własne bezpieczeństwo oraz bezpieczeństwo innych, bo głowa wielokrotnie mi leciała podczas jazdy. Szczerze odradzam podjęcia tu zatrudnienia, szczególnie dla ludzi niedoświadczonych, których nieprzypadkowo - tak jak białorusinów - jest coraz więcej.