Pierwsze spotkanie rekrutacyjne prowadzone przez HRówkę z Austrii przebiegło bardzo chaotycznie. Pytania były ogólne, typu „opowiedz coś o swojej pracy tutaj czy tam”, bez głębszego wnikania w kompetencje czy doświadczenie. Kiedy już pojawiały się konkretne pytania, było ich kilka jedno po drugim, co wprowadzało sporo stresu i utrudniało udzielenie spokojnych, przemyślanych odpowiedzi.
Dodatkowo do spotkania był dołączony „asystent AI”, który automatycznie nagrywał lub transkrybował rozmowę — co potęgowało napięcie i sprawiało wrażenie, że człowiek rozmawia bardziej z systemem niż z rekruterem. Nie oszukumy sie, jezyk mówiony różni się od pisanego.
Sama organizacja również pozostawiała wiele do życzenia — rozmowa została przerwana w połowie, bez możliwości dokończenia, bo czas upłynął - ktoś zle zarządza. Brakowało też jakichkolwiek informacji zwrotnych na temat widełek wynagrodzenia czy zgodności oczekiwań z budżetem stanowiska.
Na koniec – wiadomość z oceną rozmowy przyszła dzień wcześniej niż oficjalna odmowa z systemu, co wyglądało mało profesjonalnie. Rekruterka również nie odpowiedziała na pytania wysłane po spotkaniu w mailu follow-up.
Podsumowując – bardzo negatywne doświadczenie. Człowiek przygotowuje się, poświęca czas, a proces pozostawia wrażenie całkowitego braku szacunku dla kandydata.