Są tutaj wpisy osób, które opowiadają o swoich negatywnych przeżyciach z tą firmą odnośnie rekrutacji. Moja "przygoda" z tą firmą również miała pozostawiała wiele do życzenia więc wszystko wskazuje na to, że przynajmniej HR jest tam dość "specyficzny".
Brałem udział w rekrutacji już grube parę miesięcy temu, ale teraz trafiłem na tą firmę ponownie, i zdecydowałem się podzielić wrażeniami, co by inne osoby miały lepszy podgląd na to jak ich obcowanie z tą firmą może wyglądać.
Jakiś czas temu firma prowadziła rekrutację na stanowisko, którego w Polsce jeszcze nie było. W moim przypadku początkowo była to wiadomość od rekruterki na popularnej platformie. Po przejściu pierwszych etapów, ostatni był na żywo. Miał być o tyle wyjątkowy, że stakeholderki sprowadzone na ta okazję do Polski, pojawiły się osobiście żeby pokazać kulturę team spiritu, lunchem z kandydatami (tak, lunchem). Generalnie, od początku miało się wrażenie, że wszystko przez dział rekrutacji w Polsce jest robione na pokaz, żeby góra w USA miała wrażenie, że oddział w Polsce w który wpakowali kasę, jest im potrzebny - skoro już to zrobili, to niech coś z tego będzie. Rekrutacja miała charakter łączony tj. można było wysłać aplikację w ogłoszeniu, jak również headhunterka sama wysyłała informacje o pozycji potencjalnym "matchom". Firma, wg słów osób decyzyjnych, planowała zatrudnić 3 osoby, w naprawdę szczególnym przypadku max. 5 a w ostatnim etapie, który był podzielony na dwa dni, zaproszono łącznie 10 osób - 4 os. w pierwszym, 6 os. w drugim. Pierwszy raz w życiu (mam nadzieję, ze ostatni), przyszło mi spędzić z osobami z którymi konkurowałem o stanowisko, parę godzin w jednej salce - sumarycznie - przed rozmowami, między nimi i po nich (były dwie tego dnia z różnymi osobami). Nie wiem, jak organizatorzy sobie to wyobrażali, ale chyba to dość dziwne - o czym Ci ludzie wstawieni tam mają z Sobą rozmawiać? "Cześć, przyszedłem z Tobą konkurować o pracę, fantastycznie Cię poznać"?. Taka atmosfera totalnie ruinuje realną możliwość przetestowania faktycznych predyspozycji kandydata do pracy, nie wspominając o tym, że konkurenci pytali o to, jakie pytanie zadawała osoba rekrutująca, gdy wracało się z etapu, a inni mieli go jeszcze przed sobą.... Co wtedy na takie pytanie odpowiedzieć, chcąc nie zrobić sobie wrogów a jednocześnie zadbać o to, żeby mieć równe szanse w tej rekrutacji? To było autentyczną groteską, gdy ponadto kandydaci nie trzymali bezpiecznego dystansu i żeby przerwać grobową ciszę chwytali się tematów, które nie były na poziomie kultury tego typu sytuacji i posuwali się do personalnych komentarzy na temat poglądów/wyznań innych osób. Zamysł może był szlachetny, ale ta formuła okazała się być w wykonaniu tragiczna. HR nie miał pojęcia o tym, że osoby prowadzące rozmowy miały już ułożony plan odnośnie kolejności spotkań więc spytały kandydatów, które osoby chciałyby iść pierwsze na rozmowy. Parę minut po tym obgadana kolejność legła w gruzach, bo przeprowadzający przedstawili swój plan, co spotęgowało uczucie bałaganu organizacyjnego, jak i zwiększyło stres, jak i w gruncie rzeczy oznaczało, że część z kandydatów przyszła na rozmowy o jednej godzinie, tylko po to, żeby od razu udać się na kilkudziesięciominutowe oczekiwanie. Przypuszczalnie przyczyną takiej sytuacji mogło być to, że reprezentantki HR, nie wyłapały takiej informacji wcześniej. Miało się przeczucie, że niewystarczająco dobrze znają język angielski, żeby bez nieporozumień komunikować się z przeprowadzającymi rozmowy (dwie amerykanki). Podczas paru godzin w siedzibie, doszło do niejednej sytuacji, gdy w towarzystwie w/w osób, przemawiały do kandydatów po polsku, zamiast używać języka zrozumiałego dla wszystkich, tj. angielskiego. Po paru godzinach w takiej atmosferze, przyszło jeszcze zjeść obiad z rywalami, HR i przeprowadzającymi rozmowy - przez telefon "lunch" brzmiał ciekawie i niecodziennie, ale po "wrażeniach z całego dnia" dodając do tego, świadomość, że to nowe stanowisko, a rekruterka mówiła na początku procesu rekrutacyjnego, że ostatnio nastąpiła restrukturyzacja firmy i było wiele zwolnień, chciało się już czym prędzej stamtąd uciekać, mając w głowie perspektywę potencjalnego bycia ofiarą layoffa jeżeli inne aspekty firmy miałyby być tak "nieskazitelne" jak ta rekrutacja.
Profesjonalizm pozostawia wiele do życzenia - m.in. finalnie feedback był opóźniony względem zapewnień HR. Bardzo dziwną sytuacją było również to, że ok. 2 tygodnie po rekrutacji, kilka godzin po podzieleniu się mailowo wrażeniami z rekrutacji z działem HR aby wiedzieli w jakiej sytuacji postawili ludzi, osoba która zdawała się być z innego działu tej firmy, przejrzała profil kandydata na znanym portalu biznesowym. Świat jest mały, ale chyba nie na tyle, żeby te dwa fakty nie były ze Sobą połączone. Wciąż mam wrażenie, że był to eksperyment społeczny badający, jak kandydaci zareagują na bycie postawionym w takiej dziwacznej sytuacji. Ciężko uwierzyć, że taką rekrutację miała poważna firma.