Słowem wstępu: zanim przyjdziesz na rozmowę, upewnij się, czy na pewno się odbędzie.
A teraz rozwinięcie:
W dn. 3.11.2020 na portalu Gumtree pojawiło się ogłoszenie "Praca biurowa zdalna dla studentki 5 roku.". Pracodawca: Fundacja ZM, ilość ogłoszeń: 2 (drugie ogłoszenie: "osoba secjalista w dofinansowaniu "), użytkownik od 11.2020. Wymagania, wymiar i tryb pracy kuszące i idealne dla studentki dziennej.
CV wysłałam tego samego dnia, a dzień później, w środę przed 22 dostałam maila z zaproszeniem "na rozmowę w ten piątek i 1h próbną pracy." Pomijając literówki, które mnie denerwują z prostego powodu: jeżeli w moim CV byłaby literówka to zostałoby z automatu odrzucone, w mailu nie został podany adres. Tylko imię i nazwisko, telefon i nazwa fundacji (oczywiście z literówkami). Ponieważ umiem korzystać z Internetu, sprawdziłam Fundację w rejestrze - okej, istnieje od 18.09.2020, założyciel się zgadza, adres podany. W czwartek rano wysłałam maila, czy adres xxx się zgadza oraz, w razie czego, czy mogę prosić o margines 15 min z powodu wizyty u lekarza. Obie kwestie zostały przyjęte bez problemu, a adres potwierdzony.
W piątek, 6.11.2020, udało mi się wejść do siedziby o godzinie 9:58. Okazało się, że Pani Anny, z którą miałam mieć rozmowę o godzinie 10:00, jeszcze nie ma, i że pewnie zaraz będzie. W budynku, oprócz siedziby Fundacji (nigdzie nie oznakowanej) mieściło się centrum szkoleniowe i kancelaria. Zaproponowano mi, abym zaczekała w sali szkoleniowej (tuż przy wejściu). Okej, może się źle zrozumiałyśmy i Pani Anna będzie o 10:15, zaczekam. O 10:22 zaczęłam się martwić. O 10:27 powiedziałam sobie "3 minuty i wychodzę". Uznałam, że zaczekam jeszcze 10 minut. Wychodząc o 10:41 dowiedziałam się od dziewczyny z recepcji, że "Pani Ania nie jest w żaden sposób zrzeszona z naszą firmą ani nie współpracujemy, więc ciężko mi cokolwiek powiedzieć, najlepiej kontaktować się bezpośrednio z nią." Do 10:45 pokręciłam się pod budynkiem - nikt nawet nie zmierzał w jego kierunku.
Żadnego maila, telefonu, sms-a do tej pory nie otrzymałam.
To co teraz napiszę będzie brutalne, ale przykładową sytuacją usprawiedliwiającą zajście (a raczej jego brak) mógł być wypadek i fakt, że osoba, z którą miałam mieć rozmowę, leży nieprzytomna w szpitalu. Myślę jednak, że Pani Anna wstawiająca posty na Facebooka jest jak najbardziej przytomna.
Ja naprawdę rozumiem, że coś się mogło stać, coś mogło wypaść, mogły być korki, mogła być jakakolwiek nagła sytuacja. Ale jeszcze nigdy do tej pory (a na rynku pracy jestem od 5 lat) nie spotkałam się z takim brakiem szacunku do mnie i mojego czasu. Ponad 40 minut oczekiwania na nic. Nie oszukujmy się - gdybym ja się spóźniła bez wcześniejszego poinformowania, to pewnie byłabym wyproszona albo co najmniej spalona na starcie i nie przyjęcie mnie byłoby tylko formalnością. Nikt nie potraktowałby mnie, kandydata, poważnie. Dlaczego zatem mam traktować poważnie pracodawcę, który nie zjawił się na rozmowie?
Może to było w moim interesie, żeby zadzwonić i zapytać o co chodzi, ale uważam, że skoro ktoś mnie zaprosił na rozmowę, potwierdzał ją dzień wcześniej i szuka pracownika, to ta rozmowa i kontakt ze mną był także w jego (jej) interesie.
Z pozdrowieniami dla osób, które szukają zatrudnienia w tej Fundacji i trafią na tę opinię. Może chociaż Wam się uda spotkać z założycielką albo chociaż odwoła w ostatniej chwili i nie będziecie siedzieć i czekać 40 minut.