★☆☆☆☆
Były dyspozytor Hoptrans (pracowałem 14 miesięcy w biurze – w Polsce). Piszę anonimowo, bo jeszcze nie chcę, żeby mnie dawni „koledzy” albo HR nachodzili.Praca dyspozytora tutaj to czysta gehenna, gdzie robota nigdy się nie kończy i za nadgodziny postanowili nie płacić, chociaż prawo ich do tego zobowiązuje. Mówią ci: „To logistyka, tu zawsze tak jest”. Nadgodziny to norma (12–13 godzin na dobę, weekendy – kiedy szefom się zachce), a wypłata za nie – bajka. Siedzisz do północy, bo „kierowca w trasie, klient drze się”, a w ewidencji godzin dokładnie 8 i ani grosza więcej.Pensja – to po prostu kpina.
Podstawowa – grosze, 4000–4700 zł netto ledwo starcza, żeby nie umrzeć z głodu w Warszawie. Czynsz za kawalerkę 2500–3000 zł, jedzenie, komunikacja, telefon, rachunki – i już jesteś na minusie albo żyjesz na chińskiej zupce.
Premia aka KPI? To loteria na poziomie „szczęście czy pech”. Może dorzucą 100–1500 zł za kwartał, a może w ogóle zero. Wszystko zależy nie od twojej roboty, tylko od tego, jak się ułoży z trasami, klientami i humorem logistyków z góry.
Zawsze winny jest dyspozytor – nawet jeśli trasę ułożyli krzywo, nawet jeśli logistycy kazali jechać dokładnie tak, jak wyznaczyli, a kierowca w końcu przekroczył tachograf albo utknął w korku na 10 godzin.A po przeprowadzce do nowego biura zaczął się cyrk z kawą. Wcześniej automat do kawy działał normalnie, zapas był na miesiąc. Teraz szefostwo boi się nawet poprosić właścicieli o więcej pieniędzy na kawę – boją się, że uznają ich za rozrzutników. W efekcie kawa kończy się w pierwszym tygodniu miesiąca, a przez pozostałe 3 tygodnie wszyscy patrzymy na wyłączony ekspres do kawy jak na pomnik skąpstwa.
To drobiazg, ale dobijający: jak nawet na kawę żłobią, to o normalnej pensji czy szacunku do ludzi można w ogóle zapomnieć.Logistycy, którzy pracują tu po 5–7 lat, rwą włosy z głowy – bo wiedzą: beton w głowach szefostwa nie da się przebić. Rachunki co miesiąc musisz płacić, a podwyżkę dają tylko w bajkach. Wszyscy gadają „idź i pracuj nad KPI”, ale tam jest totalna loteria i wszystko zależy od logisty, klienta i fartu, a nie od ciebie.Kierowcy wrzeszczą, że czują się jak nielegalni za grosze? Uwierzcie, dyspozytorzy czują się dokładnie tak samo. Siedzisz w biurze, a masz wrażenie, że sam jesteś w ciężarówce, tylko bez prawa wyjść, się wyspać i nawet kawy wypić.Zwolniłem się, kiedy zrozumiałem: jeszcze trochę i sam zacznę wrzeszczeć na kierowców jak te bydlaki z góry. Teraz bez pracy, nerwy w strzępach, ale przynajmniej śpię po ludzku i nie patrzę na pusty ekspres do kawy.Nie chodźcie tam ani jako kierowca, ani jako dyspozytor. Pieniądze marne, nerwy w rzygu, szacunku zero. Nawet kawy nie ma – o czym tu mówić o normalnym traktowaniu ludzi.