Nie polecam tej pracy – serio szkoda zdrowia i nerwów
Pracowałam tam jako kelnerka i naprawdę odradzam każdemu. Na początku myślałam, że będzie okej, ale szybko wyszło, jak jest naprawdę. Napiwki, które dają goście, wcale nie trafiają do nas w całości – rozdziela je kierowniczka „według swojego uznania”. Spora część trafia do niej, a my dostajemy jakieś resztki. Jak coś źle zrobisz – nie wiem, np. pomylisz zamówienie – to potrafią ci jeszcze potrącić z tego, co miałaś dostać. Wszystko bez słowa wyjaśnienia.
Trzeba się też dzielić napiwkami z kuchnią, bo szefowa nie chce im normalnie zapłacić, mimo że często ruch jest ogromny. Stoliki? Masz ich tak dużo, że nie da się skupić na obsłudze – wszystko w biegu, byle jak. A jak się pomylisz, to i tak twoja wina.
Są też tzw. „liderki” – czyli kelnerki z wyższą rangą, które teoretycznie mają pomagać i ogarniać trudniejsze sytuacje. W praktyce większość czasu siedzą w biurze albo nagrywają filmiki na Instagrama, które potem kasują, bo „źle wyszły”. A ty w tym czasie musisz jeszcze ogarnąć ich stoliki, oprócz swoich.
Przerwy praktycznie nie istnieją – nawet jeśli masz chwilę wolną, zaraz ktoś ci coś każe. Nawet do toalety ciężko iść, a jak potrzebujesz zmienić podpaskę, to i tak musisz kombinować, żeby nikt się nie przyczepił. Ciągła presja, krzyki z kuchni, od barmana, od kierowniczki. Ciężko się tam nie wypalić.
Umowa? Zlecenie, ale tak skonstruowana, że praktycznie nie masz żadnych praw. Do tego śmieszne kary – np. -50 zł za spóźnienie. A zakres obowiązków? Wszystko – od obsługi gości, przez zmywanie kufli, po sprzątanie toalet. A jak masz jakiekolwiek uwagi, to usłyszysz tylko, że „powinnaś się cieszyć, że w ogóle cię przyjęli”.
Praca ciężka, stresująca, z fatalną atmosferą. Zero wsparcia, zero szacunku. Jeśli chcesz mieć chociaż odrobinę spokoju i szacunku do siebie – naprawdę, trzymaj się z dala od tego miejsca.