UWAGA16.07.2022 15:50
Były pracownik
Przestrzegam każdego przed pracą w tym miejscu. Zatrudniłam się w czerwcu, na kuchni, miałam otrzymać pełny wymiar godzin. Szybko okazało się, że dla właścicieli etat oznacza 4 godziny pracy dziennie. Zajmowałam się jedynie śniadaniami - tymi ze zdjęć na Instagramie - obecnie wyglądają już zdecydowanie inaczej. W pewnym momencie wiedziałam, że zostałam zatrudniona tylko dla stworzenia karty na rano, przeszkolenia pomocy kuchennej do samodzielnego przygotowania dań i dalej - no cóż, byłam pewna, że prędzej czy później zostanę zwolniona. Oczywiście zrobiłam to sama. Jako pracownicy musieliśmy pytać się o zgodę na wypicie kawy - pomysł właścicielki - jeśli ją wyraziła, wtedy barista mógł ją dla nas przygotować. On oczywiście też musiał zgodę otrzymać. Mieliśmy zagwarantowane posiłki pracownicze, początkowo przygotowywałam wszystkim te same dania, które znajdowały się w menu śniadaniowym (wiadomo, obsługa musi znać smak dań, chyba nikomu nie trzeba tego tłumaczyć). Ale już po tygodniu, znowu właścicielka, oznajmiła mi, że obsłudze, chociaż w sumie jedna kelnerka i barmanka mogły jeść wciąż właściwe dania, muszę przygotować coś tańszego - a proszę mi wierzyć, koszt przygotowania tych śniadań nie był wysoki - w przeciwieństwie do ceny z karty - jak dla mnie, absurdalnej, szczególnie, że towar, który do nas docierał nie pochodził z hurtowni, a z okolicznej Biedronki. Często bywało tak, że nie mieliśmy żadnego ruchu, wtedy też obsługiwaliśmy tylko właścicieli, szefowa zawsze życzyła sobie pełne śniadanie, czasem dwa, podawane tak jak dla gości. A oczywiście codziennie słyszeliśmy, że sytuacja restauracji jest ciężka. Mieliśmy też wszyscy problem z umowami, jedna osoba nigdy jej nawet nie dostała, ja po kolejnym starciu z właścicielką otrzymałam bardzo absurdalny dokument, którego rzecz jasna nie podpisałam, ponieważ na drugi dzień już planowałam zwolnienie. W pracy byłam niemal codziennie, raz zostałam poproszona - po 8 dniach pracy bez przerwy - o pojawianie się jeszcze ciągiem przez dwa tygodnie. Oczywiście tylko na rano, na 4 godziny. Potem, jako "główny kucharz", już nie byłam potrzebna. W sumie to dobrze, bo w kwestii jakości i zjadliwości dań nie miałam serca wydawać tego gościom. Nie chce wypowiadać się o warunkach na kuchni, ani przechowywaniu towaru - to sprawa dla innego organu. Największym problemem tego miejsca jest całkowicie ograniczona i niewykształcona właścielka, która jest do granic zamknięta na potrzeby pracownika, nieświadoma branży i czynników, które trzeba uwzględnić prowadząc własną działalność, szczególnie tak specyficzną jak gastronomia. Ostatniego dnia mojej pracy, usłyszałam nawet, że rzuciła do innego pracownika, że jestem Polką i nie wolno mi ufać. Praca odbywa się tutaj tylko w języku angielskim, właściciele nie znają polskiego, stąd też niekiedy musiałam odbierać bądź wykonywać telefony. Szefostwo jest też zupełnie nieświadomie jak funkcjonuje system prawa pracy w Polsce, jak powinny wyglądać umowy. Na moje zastrzeżenia do dokumentu, usłyszałam tylko, no, wiesz co, ja nie mówię po polsku, to nie wiem co tam jest napisane. Sprawa z umową odwlekała się do końca czerwca, a przyszłam z początkiem miesiąca. No i co ciekawe, "restauracja" ma bardzo dziwne godziny otwarcia - dzięki którym, każdemu pracownikowi wychodziło właśnie idealnie 4 godzinny dziennie do przepracowania. Na moje sugestie dotyczące sprzętu, przechowywania żywności czy samej higieny pracy, zawsze reagowano tak samo - wcale. Jak dla mnie, funkcjonowanie tego miejsca, sama karta to jedno wielkie (usunięte przez administratora) Zerowa wiedza na temat gotowania, risotto z ugotowanym wcześniej ryżem, zupy przygotowywane w momencie zamówienia (jak zrobić minestrone w 15 minut?), sosy tylko na śmietance, grzyby to zawsze pieczarki,a łosoś jest z mrożenia (tylko na śniadaniach miałam świeżego do gravlaxa, sądzę, że teraz już się tego nie praktykuje).
W Art kitchen nie ma żadnego artu - a pracowałam w wielu miejscach. To ładnie zapakowana paczka z, może nie będę tutaj nazywała tego po imieniu. Przestrzegam jeszcze raz przed zatrudnianiem się tutaj, szczególnie osoby, które nie są Polakami - wtedy właściciele wykorzystują nieznajomość prawa pracy przez daną osobę. No bo jak to, na umowie mamy 3100 brutto, a dostajemy na rękę 2000 - oni twierdzili, że tak wygląda kwota netto, jeszcze dla osoby mającej mniej niż 26 lat. Uważam też, że oznajmienie pracownikowi, że nie może się zwolnić, bo Polacy zatrudniają tylko osoby z Ukrainy i żadnych innych obcokrajowców - wojna - to już naprawdę szczyt bezczelności. Końcem czerwca zwolniła się praktycznie całą obsługa - kuchnia i bar. Wszyscy odeszliśmy w niemal identycznym momencie. Dowiedziałam się też ,że poprzedni kucharze też odchodzili po miesiącu. A, w kwestii opinii, które są dostępne na Google - nie są one kompletnie miarodajne. Najczęściej to znajomi, bądź konta z innych krajów, które wystawiły tylko jedną opinię, właśnie tej "ekskluzywnej restauracji".