Nie wiem od czego zacząć…
Jak w innych firmach dawali mi normalnie klucze do biura i karty dostępu i normalnym było miejsce parkingowe lub zwrot za bilet parkingowy tak tu nie było szans, tzn mówili, ze niby dadzą kartę ale ciagle się z tym ociągali.
Na początku nawet nie miałam komputera do pracy i musiałam przynosić swój laptop, bo mieli w naprawie, a potem dali mi naprawdę zapchany pamięciowo komputer, który się zacinał i wyłączał jak chciałam wygenerować PDF-y.
Nie było służbowego telefonu.
Wakacje ustalane przez biuro z góry, nigdzie się z czymś takim nie spotkałam.
Brak możliwości pracy zdalnej, co w dzisiejszych czasach jest paranoją.
Dzwonili do mnie na prywatny nr po godzinach pracy i ze zdenerwowanym głosem mówili, ze jednak chcą inna wersje i „do 2 w nocy mam siedzieć i to robić”.
Jak wcześniej miałam bim managera, którego mogłam zapytać o wszystko i wszystko mi ustawiał (bo chciał by było wg jego metodologii) tak tu dostałam uwagę, że jak się pytam to „to rozprasza”.
Jak nie zostałam w piątek do 21:00, mimo, że mnie o to nie poprosili, to w poniedziałek z rana miałam rozmowę i od managerki leciały teksty typu „dlaczego ty się zachowujesz, jakbyś miała tu zawsze pracować?”
Potem od przełożonego przy zwolnieniu usłyszałam tekst typu „innym to zależy na pracy i w sobotę przychodzą”.
Moi dziadkowie byli architektami, dziadek mojego dziadka był architektem krajobrazu, mój ojciec jest mgr inżynierem budownictwa z doświadczeniem w instytutach i o takich (usunięte przez administratora) nie słyszałam.
Wcześniej miałam właśnie back office managera, który pilnował tego, abym wychodziła z biura jak się kończyły godziny pracy, a ci przesiadywali i patrzyli i czekali czy zostaje do 19:30…
Takie rzeczy doświadczyłam od ludzi, którzy byli młodsi ode mnie…
Po pracy w tym biurze uważam, że współcześnie ta branża jest (usunięte przez administratora)