Pracowałam w tej firmie około 4,5 roku, w biurze w Świdnicy, na dwóch różnych stanowiskach. Po takim czasie człowiek naprawdę ma materiał, żeby wyrobić sobie opinię.
Zapraszam do lektury!
Zacznijmy od wynagrodzenia, bo tutaj można jednocześnie płakać i się śmiać. Wieloletni pracownicy? Ledwo ponad najniższą krajową. Najniższa rosła - myślicie, że wynagrodzenia były podnoszone proporcjonalnie do stażu, doświadczenia i obowiązków? A w życiu. Czasami można było odnieść wrażenie, że najważniejsze jest tylko to, żeby pensja nie spadła poniżej ustawowego minimum. XD Przy tym oczekiwania wobec pracowników były całkiem spore: odpowiedzialność, wielozadaniowość, zaangażowanie i elastyczność.
Do tego dochodziło coś, co ja odbierałam jako kolesiostwo. Miałam wrażenie, że osoby uznawane za „przydatne” mogły liczyć na inne traktowanie, również finansowe, niż osoby, o których szybko można było zapomnieć. Nie zawsze staż, doświadczenie czy odpowiedzialność wydawały się decydować o tym, kto jest doceniany i ile zarabia.
Pracowałam na dwóch stanowiskach. Sama chciałam się rozwijać, jednak z rozmów z szefową wynikało, że zmiana stanowiska była właściwie jedyną możliwością dalszego rozwoju w tej firmie. Zdecydowałam się więc na nią. Później usłyszałam, że była to również forma „pójścia na rękę koleżankom z działu” i że dzięki temu nie będzie konieczne redukowanie stanowiska. Finał? Zostałam zwolniona. Jako powód wskazano m.in. niewystarczające zaangażowanie w realizację zadań zespołowych i ograniczony wkład we wspólne rezultaty zespołu. Po 4,5 roku pracy i wykonywaniu obowiązków na dwóch stanowiskach - ciekawa puenta.
Do dziś czekam też na referencje. Widocznie 4,5 roku pracy to za krótko, żeby udało się je przygotować.
Czytając opinie o „profesjonalnym wdrożeniu”, szkoleniach i świetnym przygotowaniu do pracy, naprawdę zastanawiam się, czy mówimy o tej samej firmie. W moim przypadku żadnego profesjonalnego wdrożenia nie było. Dużej części rzeczy człowiek uczył się sam, od innych pracowników albo metodą prób i błędów. Trudno też mówić o szczególnie nowoczesnym zapleczu. Rozbudowanych systemów wspierających pracę praktycznie nie było, a nawet zamiast pakietu Microsoft Office korzystaliśmy z OpenOffice.
Organizacja pracy pozostawiała sporo do życzenia. Zakresy obowiązków były bardzo ogólne, a w praktyce można było robić wszystko i jeszcze trochę. Funkcjonował też papierowy „zeszyt z godzinami”, do którego wpisywaliśmy czas pracy. Spotkałam się również z rozliczaniem urlopu w częściach godzinowych.
Bardzo źle wspominam atmosferę i sposób traktowania części pracowników. Widziałam osoby poddawane bardzo silnej presji i sytuacjom obciążającym psychicznie. Część z nich ostatecznie trafiała na zwolnienia lekarskie. Do dziś jest mi ich szkoda, ale przynajmniej część z nich już tam nie pracuje i nie musi funkcjonować w takim środowisku.
Warunki w biurze? Praca przy laptopach, brak dodatkowych monitorów, ergonomia stanowisk dyskusyjna, a latem ponad 30°C. Temat dofinansowania okularów również zakończył się w moim przypadku odmową. A skoro już o „warunkach” mowa - kawa była właściwie we własnym zakresie. Nie przyniosłaś? To nie piłaś. To samo mleko czy cukier. Ekspres do kawy też wymagał regularnego czyszczenia, a kiedy nikt się tym przez dłuższy czas nie zajął, zdarzało mi się widzieć w nim robaki.
Sprawy kadrowe to osobna historia. Po zakończeniu zatrudnienia dostałam świadectwo pracy z błędami. Zgłosiłam - poprawiono. Tyle że poprawiony dokument również zawierał błędy, więc potrzebne było kolejne sprostowanie.
Zdarzały się także błędy w naliczeniach wynagrodzenia lub świadczeń. Po ich zgłoszeniu słyszałam tłumaczenia w rodzaju „kalkulator nie działał” - tak, kalkulator - albo „program tak policzył”. Nie mam wiedzy, jakie kwalifikacje posiadały osoby odpowiedzialne za rozliczenia, więc tego nie oceniam. Mogę natomiast ocenić efekt: czasem to pracownik musiał zauważyć błąd, zgłosić go i dopiero wtedy dochodziło do korekty.
A wszystko to przy wynagrodzeniach niewiele przekraczających najniższą krajową. Jednocześnie osoby zarządzające firmą raczej nie sprawiały wrażenia, jakby sytuacja finansowa zmuszała je do szczególnych wyrzeczeń - nowe samochody, budowy domów itd. Oczywiście każdy wydaje swoje pieniądze, jak chce, ale z perspektywy wieloletniego pracownika kontrast był po prostu komiczny.
Dlatego kiedy czytam o świetnym wdrożeniu, wsparciu, fantastycznej atmosferze, warunkach zatrudnienia i zadowoleniu z wynagrodzenia, mogę powiedzieć tylko jedno: moje doświadczenie po 4,5 roku pracy było zdecydowanie inne.
Podsumowując: dużo wymagań, dużo odpowiedzialności, sporo chaosu, nierówne traktowanie, brak sensownego wdrożenia i wynagrodzenie nieadekwatne do stażu oraz obowiązków. Czy polecam? Nie. Chyba że ktoś lubi niespodzianki. :)