Żałuję, że przed wysłaniem CV nie znalazłam opinii na temat tej firmy, ponieważ zaoszczędziłabym sporo czasu. Obowiązki opisane w ogłoszeniu, jak i sama rozmowa kwalifikacyjna nie mają nic wspólnego z tym, na jakie stanowisko faktycznie się aplikuje. Najpierw zdziwiło mnie, że w SMS-ie nie została podana nazwa firmy. Dostałam tylko adres, który jednak niewiele mówił, bo po wyszukaniu go w Google i tak nie znalazłam informacji o znajdującej się tam firmie. Co do adresu: jest to ul. Siennicka 28 w Gdańsku, na przeciwko Zakładu Naprawczego Taboru Kolejowego i Miejskiego. Biuro dość ukryte i niełatwe do znalezienia - jest niewidoczne od strony ulicy, a na budynku nie widnieje nazwa firmy. Jeżeli chodzi o ich działanie, jest dokładnie tak, jak opisano przez wiele osób: - Rozmowa rekrutacyjna - miła i przyjemna, jednak nie dowiedziałam się na niej czym konkretnie miałabym się zajmować w firmie (aplikowałam na stanowisko doradcy klienta). Dowiedziałam się tylko, że firma zajmuje się marketingiem i współpracą z przedsiębiorcami z Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu, oraz że czasem pracuje się w terenie w celu kontaktu z klientem. Wydawałoby się, że jest to zwykła praca biurowa. - Dzień próbny - zostałam przedstawiona instruktorce, z którą spędziłam cały dzień. Po wyjściu z biura pojechałyśmy w teren. Najpierw wypiłyśmy kawę w galerii Forum, dopiero tam dowiedziałam się, że firma nazywa się "Polish-Ukrainian Business Centre". Potem pokazała mi dokumenty mające potwierdzić wiarygodność ich fundacji (Ręka Wielkiej Pomocy), a następnie wyszłyśmy na Stare Miasto i pokazała mi czym będziemy się zajmować przez resztę dnia. Było to oczywiście zaczepianie losowych ludzi i zachęcanie do wpłacania pieniędzy na rehabilitację chorego dziecka. Dzień próbny był bez wynagrodzenia oraz powiedziano mi, że po przyjęciu oferty (czego w końcu nie zrobiłam) miałoby odbyć się kilkudniowe szkolenie, zapewne również przepracowane na czarno. Fakt, że firma praktycznie nie istnieje w internecie, a jej biuro nie jest w ogóle oznakowane, budzą wątpliwości co do uczciwości jej działań. Firma przyciąga niedoświadczone osoby kuszącą ofertą pracy, po czym oferuje zupełnie co innego. Dodatkowo "starsi" pracownicy opowiadają, że już w pierwszym miesiącu można zarobić nawet 7000 zł na rękę (wątpliwe), a wszyscy ich menadżerowie też zaczynali od chodzenia z puszką, potem awansowali, aż w końcu dotarli na szczyt. Widać, że potrafią manipulować nowymi ludźmi i wykorzystują ich naiwność/niedoświadczenie/potrzebę zarobku do pracy trwającej ponad 10 godzin dziennie. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć jaka część pieniędzy z puszek faktycznie trafia do tych dzieci, ale mam co do tego pewne obawy (z czego właściwie biorą się wypłaty dla pracowników PUBC? No właśnie). Osobiście odradzam wpłacania pieniędzy napotkanym osobom z fundacji RWP oraz nawiązywania z nimi jakiejkolwiek współpracy.