Jestem byłym pracownikiem tej firmy. Kilka ich produktów cieszy sie nieposzlakowaną opinią w środowisku zielarskim. Co nie oznacza, że łatwo jest je sprzedawać. Bo jako bezpośredni przedstawiciel producenta b. czesto masz do zaoferowania gorsze ceny niż Twoi potencjalni kontrahenci uzyskują w hurtowniach. I to jest niepoważna oraz zawstydzająca sytuacja dla Ciebie jako handlowca, który ma reprezentować firmę i nakłaniać wszystkich w około, by towar brali od Ciebie, a nie z hurtowni. Atmosfera jest mega sztywna. Może inaczej...- kierownicy regionalni starają sie być OK, ale archaiczny sposób zarządzania ludźmi, który tam odgórnie obowiązuje, obnaża te prawdziwie panującą atmosferę oraz nastrój w firmie. Tabelki, raporty, jeszcze raz raporty i tabelki. Do tego stopnia, że wypełniasz na dwa tygodnie w przód planowane przez siebie wizyty u Klientów... Zaś w życiu jak to w życiu... Dzwoni do Ciebie ktoś zainteresowany współpracą, ale nie znajdujacy sie na dwutygodniowej liście zaplanowanych spotkań i już Ci się zmienia harmonogram dnia i trajektoria handlowego szlaku. Bo wiadomo - chcesz sprzedawać, żeby zrobić plan, by byli z Ciebie zadowoleni i zarabiać dodatkowe pieniądze do podstawy. Ale każda taka sytuacje powinieneś zgłosić do regionalnego i uzyskać akcept. Ja osobiście w takich warunkach nie umiem pracować. Jak jesteś kimś kto pracował przez lata w korporacjach i przywykłes do spowiadania się i raportowania każdej swojej czynności wykonywanej na rzecz pracodawcy to Ci to pewnie to nie przysporzy demotywacji w dzialaniu. Prowizje, gdy ja pracowałem były na tle innych firm z tej samej branży słabe. Tylko 2,5% od wartości netto. Pomysl/policz ile musisz sprzedać towaru (za jaką wartość), żeby dostać sensowna prowizje do wynagrodzenia podstawowego. Pracowałem wcześniej w innych miejscach z branży i wiem, że te warunki były poprostu skąpe (Kraków?). Gdybyś nie osiągnął/osiągnęła realizacji planu sprzedażowego na poziomie min. 80% to prowizji za sprzedaż nie otrzymasz. To też nieładne i niewspolczesne podejście pracodawcy wobec swoich ludzi będących na pierwszej linii frontu w budowaniu PR o firmie wśród klientów. Przepraszam za użyte zaraz określenie, ale to są właśnie te niuanse, które decydują o tym jak się czujesz w danym miejscu i dla kogoś wykonując obowiazki. Strasznie sie srają o służbowe samochody. Z każdego kilometra służbowego raport. Limit kilometrów na przejazdy prywatne jest uwłaczający dzisiejszym standardom jak i dobremu samopoczuciu pracownika w firmie. Do tego jakieś obligatoryjne wymysły, że raport ma być wysłany do takiej, a takiej godziny... Chcesz przynieść do firmy nowego, sensownego klienta, którym jest np. liczącą się w regionie hurtownia suplementów, która prosi Cię o przyzwoite i uczciwe warunki cenowe - nie dostajesz zgody, żeby zaoferować rabat. W ten sposób pracodawca odbiera Ci możliwość poszerzania rynku zbytu i realizacji planu sprzedażowego. I pragnę tu wyraźnie zaznaczyć, że mówię o sytuacjach prawdziwych, z autopsji i takich,nktore trzymają racjonalny i rozsądny porządek rzeczy. Żeby wyjść Klientowi na przód, móc go pozyskać, ale wciąż na nim uczciwie zarobić. Ale nie... Bo ktoś tam nie wyraził zgody. Kto? Dowiesz się jeśli podejmiesz pracę. Strasznie archaiczna atmosfera. Na serio. Ja od wielu lat miałem szczęście pracować w zupełnie innych warunkach, z większym do siebie zaufaniem, z rozliczaniem za efekty, bez codziennego śledzenia mnie na GPSie, codziennych telefonów i maili z dyspozycjami do wykonania w postaci ciągłego raportowania. I żebym był dobrze zrozumiany. To oczywiste, że każdy pracodawca chce mieć kontrolę nad wydawanymi pieniędzmi i swoim zespołem. Ale to w jaki sposób się to robi i osiąga stanowi klucz do tego w jakiej atmosferze przebiega obopólna relacja i współpraca. Może teraz jest już lepiej. Nie wiem. Ale wiem jak było i wiem, że więcej w takim miejscu ja pracować bym już nie mógł/nie chciał/nie umiał. Może jesteś inny/inna i się zdołasz podporządkować.