Praca sama w sobie bardzo fajna. Obsługa gości podając słodycze jest miła w szczególności jeśli ma się do dyspozycji produkty, które może niekoniecznie są wysokiej jakości, ale każdy dobrze je kojarzy. Jednak pracy nie umila managment. Bywały dni gdzie z dobrym humorem wkraczało się do pracy, ale szybko mijał gdy na zmianę wchodziła osoba zarządzająca punktem. Serdecznie polecam jakiekolwiek szkolenie w zakresie zarządzania ludźmi dla menagera, gdyż polityka szczucia pracowników między sobą sprawdza się słabo. Sztuczne wytwarzanie konfliktów po to, aby pracownicy nie rozmawiali ze sobą zbyt dużo na zmianie to norma. Obserwacje przez kamerę także są na początku dziennym i nie mówię tu o uzasadnionym kontrolowaniu punktu tylko nałogowym sprawdzaniu. Po wykonanej pracy, gdy nie ma klientów nie możesz stać bezczynnie dłużej niż jakieś 4 minuty, bo po takim czasie stania otrzymujesz telefon żeby wytrzeć kurz z przetartych pół h wcześniej stolików lub z poleceniem aby robić pokety na sztućce - btw jedyny patetnt aby managment się do Ciebie nie przyczepił jeśli nie udajesz, że układasz produkty na sklepie tylko stoisz i czekasz na klientów.
No i oczywiście podwójne standardy - cudowne. Na zmianie kierownicy zmiany nie są sobie równi. Oczywiście koleżanki osoby zarządzającej są tym kierownikiem zmiany, który ma za zadanie besztać resztę obsługi włącznie z tymi, którzy są na tym samym stanowisku. Wyszukiwanie JAKICHKOLWIEK nawet najmniejszych niedopatrzeń pracowników tylko po to żeby móc zarzucić to, że jesteś gorszy i głupszy. Pani kierownik zmiany z deserowni pokaże Ci szybko, że jest to jej królestwo.
Przerwy na papierosa - jeśli nie palisz to masz przerwę na obiad - 1. Jeśli palisz - wychodzisz kiedy chcesz, ile chcesz i na jak długo chcesz. No i oczywiście obsługa zostaje na głowie tych, którzy nie palą.
No i gwóźdź programu - oddawanie pieniędzy za pomyłki. Klient źle nazwał zamówienie? Nie chciał orzechowej gałki lodów w deserze tylko czekoladową, a Ty nie zanotowałeś tego poprawie? W natłoku zbierania zamówień popełniłeś błąd i wybrałeś deser malinowy a nie truskawkowy? No to musisz zapłacić za ten błąd ze swoich pieniędzy. Kierownictwo może ewentualnie nabić Ci rabat pracowniczy 15% (amazing). No i za kawę pracowniczą też musisz zapłacić, nie ma nic za darmo.
Myliście kiedyś fugi w kafelkach cifem i druciakami po zmianie? Nie? To zatrudnijcie się w Wedlu! Firma zamiast zatrudnić kogoś z zewnątrz aby dokładnie wyczyścił podłogę delegowała swoją załogę aby naparzali fugi o 22 30 cifem - paznokcie po takim zabiegu - do wymiany no i to czy masz rano zajęcia na uczelni nikogo nie obchodzi. masz przyjść o 22 i naparzać fugi, aż będą czyste.
Opisane sytuacje są oczywiście moimi własnymi doświadczeniami z miejsca i podsumowując oceniam środowisko pracy na toksyczne, gdyż nie raz widziałem jak młodsi czy słabsi psychicznie pracownicy się zachowywali podczas rozmów czy w ogóle w obecności osoby zarządzającej. Jest to sama w sobie osoba sympatyczna i sposób w jaki zarządza wynika w dużej mierze z braku wiedzy na temat zarządzania ludźmi oraz presji ze strony właściciela, który nie raz potrafił na nią krzyknąć.
Jeśli chodzi o pozytywy w pracy w Wedlu w Bramie Królewskiej to zdecydowanie jest nim to, że napiwku są w 100% oddawane pracownikowi, także te z kart. Klient może nabić więcej na kartę i wtedy z utargu wychodzi mniej w gotówce i napiwek idzie do rąk pracownika - tutaj przyznaję, że jest to super fajnie, gdyż w gastro napiwki są często szemraną sprawą, ale tutaj nie - nie trzeba się obawiać podbierania ze strony pracodawcy. Kuchnia ma 2 zł więcej w stawce niż kelnerzy aby wyrównać to, że kelnerzy mają napiwki chociaż niestety nie jest to adekwatne do tego co zgarnia się za obsługę.