Praca w Polomarkecie w Namyslowie to jedno z najbardziej toksycznych i demotywujących doświadczeń zawodowych, jakie można sobie wyobrazić. Zamiast współpracy i wzajemnego szacunku — panuje tam atmosfera nieustannej podejrzliwości, plotek i fałszu. Zespół jest absolutnie nie zgrany, a większość pracowników tylko czeka, aż ktoś popełni najmniejszy błąd, żeby móc go obgadać za plecami albo donieść kierownictwu. Żadnej solidarności, żadnej etyki — tylko wyścig szczurów i codzienne gierki. Mobbing to tu norma, a nie wyjątek. Zamiast wsparcia — ciągła krytyka, często bez żadnej podstawy. Premie są niesłusznie zaniżane za rzekome braki w dziale mięsnym, mimo że pracownik nie ma żadnego wpływu na dostawy czy politykę magazynową (poza osobami które podjadają winogrona i owoce które można ,,skubnąć,, jak i podgryzać końcówki wędlin, które powinny być podpisane na straty. Tak, dobrze czytacie... Co gorsza — dział mięsny jest traktowany jak piąte koło u wozu: żadnych ustawowych premii, żadnych przywilejów, tylko wymagania, wymagania i jeszcze raz wymagania. Nowi pracownicy już od progu są traktowani z pogardą. Zamiast uczciwego i higienicznego rozpoczęcia pracy — dostają używane, przepocone koszulki i brudne kaszkiety wyciągnięte z dna zakurzonej szafki po kimś, kto rzucił tę pracę po dwóch dniach. Taki „witamy na pokładzie” w stylu Polomarketu. Grafik pisany pod wybranych pracowników — tych, co są „blisko” z kierownictwem. Reszta niech sobie radzi. Zmiany ustalane z dnia na dzień, bez wcześniejszego uprzedzenia, jakby nikt nie miał życia poza pracą. Masz rodzinę, dziecko, plany? Trudno — grafik jest ważniejszy. Na stanowiskach takich jak lada mięsna, człowiek nie ma ani chwili na oddech, haruje non stop, bez ustawowej przerwy. W tym samym czasie inni „lepsi” pracownicy wychodzą co godzinę grupami na papierosa na tyły, spędzając tam znacznie więcej czasu niż powinna. I wreszcie najgorsze: praktyki absolutnie niedopuszczalne i nielegalne — czyli wystawianie na sprzedaż mięsa i wędlin po terminie ważności, szczególnie w weekendy, kiedy nie działa ani sanepid, ani audyt. Pracownik jest zmuszany, by łamać przepisy, ryzykując konsekwencje prawne, bo „tak trzeba”, „tak się robi”, „przecież nikt się nie dowie”. Tak samo sery krojone w plastry, które mają termin pięciu dni- jeśli się nie sprzedadzą to nie są odpisywane tylko przefoliowane i dostają drugie życie z nową etykietą na następne 5 dni. Podsumowując — Polomarket to miejsce, gdzie szacunek dla pracownika nie istnieje, atmosfera pracy jest toksyczna, a standardy higieniczne i etyczne są ignorowane. Jeśli ktoś ceni swoje zdrowie psychiczne, poczucie godności i chce pracować uczciwie — radzę omijać to miejsce szerokim łukiem.