Zakończył*m tam pracę jakiś czas temu i uznał*m, że warto zostawić kilka słów. Praca miała swoje dobre strony – młody zespół, elastyczne godziny, kontakt z ludźmi. Wśród pracowników panowała raczej dobra atmosfera, dużo zależało od tego, na kogo się trafiło, ale generalnie ludzie byli pomocni i zgrani.
Z czasem jednak zaczęły wychodzić na wierzch rzeczy, które trochę psuły cały obraz. Przede wszystkim – podejście biura. Trudno było nie zauważyć, że niektóre decyzje są podejmowane na podstawie sympatii, a nie faktycznego zaangażowania. Zdarzało się, że osoby mniej zaangażowane, ale bardziej „lubiane”, dostawały lepsze stanowiska czy szanse rozwoju, podczas gdy inni – mimo solidnej pracy – byli pomijani.
Zdarzało się też, że biuro potrafiło przyczepić się do zupełnie błahych spraw – drobnych pomyłek, które zdarzają się każdemu. Zamiast rozmowy i wsparcia, często kończyło się to nieprzyjemnym tonem i niepotrzebną presją.Czasem też miał*m wrażenie, że niektórym w biurze bardziej zależało na tym, żeby „nie stać”, niż żeby praca miała sens. Zdarzało się dostawać zadania zupełnie bez celu – sprzątanie rzeczy, które były już czyste, tylko dlatego, że ktoś zobaczył, że akurat się stoi. Takie działania nie miały wiele wspólnego z efektywnością ani szacunkiem do pracy innych.Nie piszę tego, żeby się żalić. Po prostu mam nadzieję, że ktoś z odpowiednich osób kiedyś to przeczyta i może choć trochę przemyśli podejście do ludzi. Bo potencjał tam jest – przede wszystkim dzięki zwykłym pracownikom. Wystarczyłoby trochę więcej uczciwości i równego traktowania, żeby to miejsce naprawdę dobrze funkcjonowało.
Dla tych, którzy szukają czegoś na chwilę – może się sprawdzić. Ale jeśli ktoś szuka miejsca, w którym można się rozwijać i czuć docenionym – warto mieć oczy szeroko otwarte.