Widzę, że piękne laurki dla tego miejsca pracy to i ja dołożę cegiełkę od siebie, niech idzie w świat. Sama praca jak to praca w gastro - ciężka, niewdzięczna, średnio opłacalna.
Raz lepiej, raz gorzej. Niestety tutaj było więcej tego "gorzej". Pan Tomasz, wielce kierownik, za cel sobie postawił chyba mieszanie z błotem każdego pracownika, który tylko nie podziela jego polityki pracy. Wiaderko pomyj było wylewane na większość pracujących tam osób. Możesz wzorowo wykonywać swoje obowiązki, być pomocny, koleżeński, uczynny. Ale spróbuj tylko się potknąć, na oczach jaśnie panującego pana kierownika. Będziesz wzywany do biura na dywanik, gdzie będziesz miał robioną sieczkę z głowy, z pracy będziesz wychodzić z płaczem, przed wyjściem do pracy będziesz wymiotować z nerwów, a przed snem będziesz musiał brać atarax. Winę za jakiekolwiek braki w przeszkoleniu mnie do pracy w tej prestyżowej, a jakże, restauracji, zwalano na mnie. Bo wystarczy kogoś wrzucić na kasę, POSa nauczy się sam, c'nie? Należy pamiętać, by świeżaka wrzucić na kasę w największym ruchu, w porze obiadowej a zaraz potem poniżać go, bo nie umie i dlaczego. Obsługi POSa nauczyć się powinien przecież przed rozpoczęciem pracy, bezczelny człowiek. To samo z pracą na kuchni, przy wejściu najlepiej, żebyś już umiał całe menu. Bo trzeba szybko. Tak szybko, że szefostwo, które beształo pracowników za niedotrzymywanie standardów samo nakładało mięso paluchami, mniam. Zwalniają pracowników za to, że lubią kogoś bardziej, niż oni sami, albo nawet BEZ POWODU. Bez słowa wręczają wypowiedzenie, bo przecież nie muszą się tłumaczyć. Zastępca kierownika gnębi pracowników, najczęściej po godzinach ich pracy wszelkimi wynikami, bo się za mało starają, bo tak nie można, bo restauracja musi być najlepsza. Nie istnieje dla nich wynalazek taki jak tablice, gdzie można każdego poinformować o jego wynikach w sprzedaży, kiedy pojawi się w pracy. Trzeba wysyłać tabelki, które studentów, dla których ta praca jest dorywcza nic nie obchodzą. Mają za mało stresu w życiu, więc trzeba trochę pomobbingować, pomieszać z błotkiem. Kierownik restauracji niestety lubił "pożartować" w sposób, który mało komu odpowiadał, ale chyba ze względu na to, że pracownice, również ja, bały się, żadna nie protestowała. Były późniejsze rozmowy z asystentem, który jest odpowiedzialny za właśnie zespół. Niestety temat był zamiatany pod dywan, bo pan Tomasz ma trudną sytuację, gorzej się czuje. Kilka dziewczyn usłyszało podobną gadkę. Nigdy nie przeprosił. Zachowanie było zwalane na leki. Szkoda tylko, że ja również przez tę pracę skończyłam na terapii i silnych lekach uspokajających, bez których do tej pory ciężko mi funkcjonować. Zmiany udawało mi się przetrwać tylko dzięki paru osobom z zespołu, za co jestem im dozgonnie wdzięczna. Chyba nie chce mi się pisać o reszcie, bo w poprzednich opiniach wiele zostało powiedziane. Molestowanie i mobbing - jest to coś, co mnie dotknęło osobiście więc o tym się tutaj wypowiem. Polecam unikać tego miejsca, albo najpierw, upewnić się, że załoga kierownicza uległa zmianie.