Dlaczego kormoran jest brzydki, nawet jeśli nie jest ptakiem?
Na to pytanie odpowie sobie lwia część pasażerów, która skorzysta z usług firmy przewozowej (usunięte przez administratora)
Jest 23:15, a ja od około dwóch godzin powinienem być w drodzę do Niemiec. Nie jestem, bo Kormoran strzelił "focha". Otóż dzień wcześniej, co powinno być i z reguły jest , otrzymałem wiadomość "sms" o konieczniości potwierdzenia wyjazdu, co oczywiście zrobiłem, odpisując "ok". Z rana dnia kolejnego dostałem kolejną wiadomość , tym razem o godzinie wyjazdu. Ta została ustalona na 21:30. Równo o 13:26 zadzwonił do mnie kierowca w podróży, który zapytał, czy 21:30 mi pasuje. Pasowała. Przemknęło mi przez myśl, że skoro kierowca już wyjechał, a ma szmat drogi przed sobą, czeka go ciężka jazda. Współczułem, bo afrykańskie temperatury nie służą nikomu. I oto o 20:00 dostaję telefon. Będę za 20! minut. Nauczony doświadczeniem dwuletnich wyjazdów do Niemiec, które poza jednym wyjątkiem, nigdy nie były na czas, doznałem szoku. "Czemu tak wcześnie?" "Nie jestem gotowy - odparowałem." W tym momencie, już podniesionym głosem, młody jak się okazało kierowca z poirytowaniem zaczął mnie pouczać, o tym co powinienem wiedzieć o godzinach wyjazdów i dojazdów. Przerywając ten wątpliwy wykład, bo moja dwuletnia praktyka z przewozami na czas była zupełnie inna, powiedziałem :"Niech pan przyjeżdża" i galopem wziąłem się za dopakowywanie, dosmarowywanie, dosprzątanie i inne rzeczy, z którymi uważałem, że nie muszę się śpieszyć. Dałem radę w ponad 15 minut. Z drugiego piętra pędem zniosłem wielką jak ja sam torbę i trzy inne, podręczne. Ledwo siadłem na ławce, wyciągnąłem i odkorkowałem zielonego "Okocima",by popić trudy ostatnich 15 minut, zauważyłem brązowego, ale nieoznakowanego busa. Nie jechał jednak pod wskazany adres, ale przed siebie, nie wiadomo gdzie. I usłyszałem telefon: "A czy ja mam... ?" ."Tak niech się pan cofnie, stoję i macham do pana. " I dodałem w zmęczeniu i poirytowaniu: "Fajnie się ta podróż zaczyna". To musiało zaboleć. Brodaty , młody kierowca podjechał, zapalił papierosa, wyciągnął komórkę i "ani be ani me". Dłużny nie pozostałem, dlatego pożegnałem się z koleżanką z okna i wytachałem torbę. Zanim podszedłem do samochodu, usłyszałem: "Czy to pana piwo?" "Moje". Pijanych pasażerów nie zabieramy, regulamin. " Zamurowało mnie. O kim on mówi? Zanim usiadłem z powrotem na ławce, ten, pewny siebie, już na łączach z szefem, informował go, że jestem pijany. Szlag mnie trafił. Kazałem dać sobie słuchawkę i w nerwach starałem się cokolwiek wytłumaczyć. Oddałem komórkę, a... kierowca z uśmiechem Mony Lisy odjechał. Siedziłem jeszcze chwilę, starając się zrozumieć, co się właściwie stało. Otrząsnąłem się, gdy 2 minuty później przyjechał na rowerze siostrzeniec, by się pożegnać. "Ty już czekasz?" - zapytał. Nie czekam, dzwonię. Pierw do zmiennika, później do szefa innej firmy przewozowej oraz do mojej firmy na telefon alarmowy i słyszę: "To Kormoran, nie rozumiemy, jak się mogli tak zachować... Ja też nie rozumiem... chociaż?:
- w firmach, w których pracują niedoświadczeni w kontaktach z klientami pracownicy, wszystko jest możliwe, nawet bezpodstawne poniżanie klienta,
- w firmach, które mimo specjalizacji (tutaj przewóz mienia i osób), nie wiedzą co to jest logistyka, pomimo sprzętu nawigacyjnego, wszystko jest możliwe, odjazdy 1,5 godziny wcześniej (z 20 minutowym uprzedzeniem) i dojazdy do miejsca docelowego z 3 godzinnym opóźnieniem,
(usunięte przez administratora)
- w firmach, w których aby zarobić wszystko jest możliwe, nawet sadzanie pasażera na "miejscu dla kota" na przodzie pomiędzy kierowcą i drugim pasażerem,
(usunięte przez administratora) I tymi spostrzeżeniami dzielę się z wami, drodzy czytelnicy spragnieni wrażeń. Ku przestrodze. Miejcie się na baczności. Nie ustawajcie w poszukiwaniach, w końcu to wy płacicie i to nie tylko pieniędzmi.
(usunięte przez administratora)