Anna03.02.2026 08:06
Inne
Czytam różne posty o tym, że „ubezpieczenia działają”, że wszystko zależy od dobrej polisy i dobrego doradztwa.
I chciałabym dorzucić swoje doświadczenie. Nie z teorii. Z życia.
W 2024 roku Marcin, który zajmuje się ubezpieczeniami, sprzedał mi polisę ubezpieczeniową.
Warunek był jeden i jasno wypowiedziany:
👉 ubezpieczenie od powodzi, bo dokładnie wiedział, gdzie mieszkam.
Pamiętam, jak powiedziałam wprost:
„Ty wiesz, gdzie mieszkam. Ja MUSZĘ mieć ubezpieczenie od powodzi.”
Usłyszałam:
„Spokojnie, wiem co robimy.”
We wrześniu 2024 przyszła powódź.
Zalana posesja.
Straty rzędu ok. 30 tysięcy złotych (a może i więcej).
Zgłoszenie szkody – również przez tego samego znajomego.
Zapewnienia, że wszystko zostanie przywrócone do stanu sprzed zalania.
Na miejsce przyjechał rzeczoznawca.
I wtedy padło jedno zdanie:
👉 ta polisa NIE obejmuje tych szkód.
Podczas oględzin zadzwoniłam do Marcina, który sprzedał mi polisę.
Rzeczoznawca wskazał konkretny paragraf.
Zapadła cisza.
Później telefon:
„To mój błąd.”
Ten błąd miał kosztować mnie dziesiątki tysięcy złotych.
Padły deklaracje: że naprawi sytuację, że pokryje szkodę, że weźmie to na siebie.
W praktyce?
👉 wypłacona została znikoma część – nawet nie 10% ustalonej kwoty.
👉 potem brak kontaktu.
👉 brak spłaty.
👉 koniec tematu.
Dlatego kiedy dziś słyszę, że „jak ktoś twierdzi, że ubezpieczenia nie działają, to ma złe doradztwo” —
to mogę tylko powiedzieć jedno:
dokładnie tak.
Złe doradztwo potrafi kosztować więcej niż brak polisy.
A sprzedawanie „sztuki dla sztuki” nie jest pomocą — jest problemem.
Ja nie polecam polis u tej osoby.
Bo jeśli ktoś nie rozumie, co sprzedaje,
to skutki ponosi nie on — tylko klient.
I to jest fakt, nie opinia.