Jakub02.11.2023 13:09
Inne
Skuteczność terapii zależy podobno w największej mierze od jakości relacji terapeutycznej - nawiązanie takiej z panią Magdaleną jest wyjątkowo trudne, gdyż jest po prostu niesympatyczną osobą - sztywną w poglądach, o nadmiernie wysokim mniemaniu o sobie, traktującą z góry innych. Przywiązuje ogromną wagę do niezależnych od pacjentów kwestii takich jak pochodzenie czy ich osiągnięcia akademickie (stawała się momentami wręcz (usunięte przez administratora) gdy któryś z pacjentów(-ek) chwalił(a) się osiągnięciami akademickimi). Nie miała żadnych oporów, by oceniać pacjentów pod tymi względami, wyszydzać ich, traktować ich w zupełnie inny sposób w zależności od pochodzenia/osiągnięć. Sama "terapeutka" wszystkie kierunki studiów oraz kursy w których uczestniczyła przedłużała o kilka lat. Pani Magdalena jest osobą zafascynowaną genealogią, z niespełnionymi aspiracjami do "wyższych sfer", zafascynowana kulturą tzw. "wysoką" - lubi sobie zapomnieć przy tym o istnieniu regresji do normy i o tym, że konsumowanie wyszukanych dzieł kultury nie koreluje w żaden sposób z inteligencją.
Pani Bańkowska jest terapeutycznycznym antyszczepionkowcem, albo specjalistą od medycyny alternatywnej - posiada lekceważący stosunek do evidence-based medicine (terapii poznawczo-behawioralnej w całości), zamiast tego oferując przestarzałe techniki o nieudokumentowanej skuteczności - co dość zaskakujące w przypadku osoby, którą podniecają ludzie nauki. Do samego końca trwającej rok terapii grupowej uparcie stosowała wobec mnie techniki, które okazały się nieskuteczne i pogłębiały moje objawy - nie potrafię tego wytłumaczyć w żaden inny sposób, niż chęcią zrobienia mi krzywdy, ewentualnie ekstremalną sztywnością umysłową i/lub problemami z uczeniem się i wysuwaniem wniosków na błędach. Pani Bańkowska zasadę "po pierwsze nie szkodzić" ma po prostu gdzieś - aspiracje do "value based practice" przy takim podejściu zakrawają o śmieszność.