Praca w tej firmie sama w sobie jest w porządku – obowiązki są do ogarnięcia, zespół na najniższym szczeblu robi, co może, a potencjał do normalnego funkcjonowania naprawdę istnieje. Niestety wszystko psuje sposób, w jaki obsadzane są stanowiska kierownicze. Sprawia to wrażenie całkowicie losowego procesu, opartego raczej na umiejętności wchodzenia przełożonym w odpowiednie miejsce niż na jakichkolwiek realnych kompetencjach, doświadczeniu czy wiedzy z zakresu zarządzania ludźmi.
Szczególnie dotyczy to jednej z kierowniczek, której całkowicie brakuje predyspozycji do pełnienia tej funkcji. Nie posiada elementarnej wiedzy o organizacji pracy zespołu, komunikacji ani budowaniu relacji z pracownikami. Jej kultura osobista pozostawia wiele do życzenia, a sposób odnoszenia się do ludzi stoi w sprzeczności nie tylko z podstawowymi standardami relacji kierownik–pracownik, ale momentami wręcz z duchem kodeksu pracy.
Na porządku dziennym są humorki, wybuchy złości, podnoszenie głosu, chamstwo i zwykłe prostactwo. Wydzieranie się na pracowników stało się normą, a takie zachowania można już spokojnie zakwalifikować jako mobbing. Pracownik nie ma prawa się gorzej poczuć, zachorować ani skorzystać ze zwolnienia lekarskiego czy opieki nad dzieckiem – bo wówczas automatycznie trafia na „czarną listę” i przez kolejne tygodnie staje się celem szykan i problemów. Klasyczne teksty w stylu „nie ma cię kto zastąpić” padają nagminnie, mimo że w praktyce wśród pracowników zawsze znajdzie się ktoś, kto potrafi pomóc i przejąć obowiązki.
Co ciekawe, ta sama zasada absolutnie nie dotyczy kierownictwa. Gdy tylko kierowniczka źle się poczuje, bez problemu wychodzi do domu, by następnego dnia wrócić i urządzać pokazówkę, jaka to ona jest chora, ale mimo wszystko przyszła do pracy – oczywiście oczekując tego samego od innych. Odnosi się wrażenie, że pracowników uważa za roboty, które nie mają prawa do słabszego dnia, zdrowia ani życia prywatnego.
Dodatkowo trudno nie zauważyć, że zamiast zajmować się swoimi obowiązkami, sporą część dnia spędza przy biurku z założoną nogą na nogę, przeglądając telefon — i nie są to sprawy służbowe, co widzą wszyscy dookoła. Tym bardziej irytujące jest to, że od pracowników wymaga się pełnego zaangażowania i rozlicza z każdej minuty pracy, podczas gdy sama nie daje żadnego przykładu profesjonalizmu.
Błędy popełniane przez kierownictwo nigdy nie są ich winą – odpowiedzialność zrzucana jest na osoby niżej postawione w hierarchii. Zamiast przyznać się do niekompetencji, szuka się kozła ofiarnego, byle tylko dobrze wypaść przed przełożonym wyżej. Szefostwu sprzedawana jest wersja wydarzeń najwygodniejsza dla kierownictwa, często bardzo daleka od prawdy.
Najbardziej absurdalne jest to, że z firmy zwalnia się dobrych, rzetelnych pracowników, którzy faktycznie wykonują całą „brudną robotę” i są filarem codziennego funkcjonowania, podczas gdy stanowiska odpowiedzialne za organizację pracy pozostają nietykalne. To właśnie one w dużej mierze blokują rozwój firmy, wprowadzają chaos i skutecznie demotywują ludzi do pracy.
Szanowni pracodawcy – w tej firmie naprawdę super by się pracowało i mogłaby ona prosperować jeszcze lepiej, gdyby kierownictwo było kompetentne, miało szacunek do drugiego człowieka, potrafiło wspierać pracowników i normalnie z nimi rozmawiać, zamiast szykanować ich i szukać problemów tam, gdzie ich nie ma.