Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo ładnie.
Hale są w miarę czyste, szatnie przyzwoite... Maszyny w większości w miarę nowoczesne.
Ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ale"...
Kierownictwo jest bardzo słabe, nieważne ile umiesz, ile robisz, jak punktualny jesteś- jak nie będziesz kupował bimbru od jednego z kierowników to nie będziesz miał lekko. Będziesz przez niego (usunięte przez administratora) już on się postara żebyś nigdzie, na żadnym dziale nie miał lekko. I tak będzie "szeptał" bzdury żeby Cię oczernić. Kilka osób od niego uciekło na inne działy to i tak baran oczerniał ich przed kierownikiem tamtego działu (tutaj kierownicy nazywani są "majstrami").
Co do pieniędzy- wszyscy Ukraińcy są na najniższej krajowej, Polacy (w zależności jak bardzo się podlizują majstrom- czytaj ile z nimi wypiją, bo tutaj to norma- nawet w czasie pracy) mogą mieć kilka złotych więcej- ale część wypłaty idzie pod stołem w kopercie- to co masz ustalone z właścicielem dzielisz na: to co na umowie (zwykle to ok 2/3 stawki) i reszta w kopercie.
Wymagają żeby przychodzić w sobotę (chociaż w umowie mamy 40 godzin tygodniowo: 5 dni po 8 godzin), ale sobotę płacą tyle samo co w tygodniu. Praca na 3 zmiany. Ludzie (Ci niepodlizujący się) tak są zastraszeni, że boją się odezwać jak coś księgowa się pomyli przy wypłacie- a myli się zawsze w jedną stronę.
Jeden z majstrów nagminnie(usunięte przez administratora) te się boją że stracą pracę więc siedzą cicho.
Jak się zdarzy wypadek w pracy to zmieniane są listy obecności tak, aby ten poszkodowany w wypadku pracownik, nie dostał odszkodowania. Szef coś mu zwykle rzuca żeby siedział cicho w domu i niczego nie zgłaszał. W ciągu ostatnich 3 lat były 3 takie przypadki- jeden z nich to wypadek Ukraińca- blacha przecięła mu dłoń w ten sposób, że palec wisiał na samej skórce- krwi pełno dookoła- zawieźli go do szpitala, pozszywali jakoś i gość po kilku miesiącach wrócił do pracy- odszkodowania nie dostał (nawet wypłaty wtedy nie dostawał) bo oficjalnie był na umowie zleceniu.