UWAGA
Zdecydowanie odradzam - przeczytajcie ten i inne negatywne komentarze! Pozytywne są chyba tylko dlatego, że zwierzak miał szczęście plus był w hotelu a nie na opiece dochodzącej i ciężko jest sprawdzić, co tam się działo, choć już i tak w tych recenzjach pojawiają się komentarze o wychudzeniu.
P. Annę znalazłam na grupie kociej, gdy moja regularna petsitterka nie miała akurat już terminów. P. Anna od poczatku rzuciła bardzo wysokie stawki (ostatecznie i tak stanęło na stawce wyższej niż firma petsitterska, która jeszcze ma przecież marżę firmy, plus p. Anna mieszka w mojej dzielnicy, więc daleko nie ma), na umówioną wizytę zapoznawczą przyszła spóźniona o 22, do domu weszła po prostu w butach (a prowadzi hotel dla psów), nie chciała słuchać o kotach - ucięła rozmowę i powiedziała, by zostawić jej rozpiskę. Była zdziwiona, że proszę ją o regularne wynoszenie odchodów z mieszkania (nie wiem czy dałoby się do tego mieszkania wejść, gdyby odchody zostawiać w mieszkaniu podczas upałów przez x dni). Powiedziała, że w sumie to miała mówić, że ona jednak pierwszej wizyty umówionej nie może zrobić (dlaczego nie powiedziała wcześniej, bym miała więcej czasu na znalezienie innej opcji - nie wiadomo).
P. Anna ostatecznie nie stosowała się nawet do zostawionej rozpiski. Moja mama podjeżdżała co jakiś czas, więc wiadomo, jak sprawy wyglądały. Karma nie była dzielona odpowiednio (nigdy nie zostawały otwarte puszki), została moja otwarta puszka sprzed wyjazdu w szafce z karmą. (usunięte przez administratora) nie były wynoszone, puszki w ogóle, odchody w koszu na (usunięte przez administratora) lub pod drzwiami zostawione. Trzeba było p. Annie zwracać uwagę, że w rozpisce jest napisane, że ma używać worków papierowych zostawionych koło kuwet a nie tych od kosza na (usunięte przez administratora) Koty NIE BYŁY NAWET REGULARNIE KARMIONE (miały być dwa razy dziennie) - przykładowo moja mama zajrzała do nich późnym wieczorem - były głodne, miski puste, a jeden z moich kotów nie bardzo je w dzień, tym bardziej w upał - miałby więc dużo jedzenia w swojej misce i na pewno by się tak nie domagał jedzenia. Następnego ranka po przyjściu mojej regularnej petsitterki, miski były pozostawione w tym samym miejscu, nadal puste, koty wrzeszczące z głodu.
W związku z tym, że moja pozostawiona puszka była nieruszona (przecież zostawiałam informację, że w szafce zostawiamy otwarte puszki, bo mamy dzielić puszki, by koty dostawały odpowiednią ilość per posiłek) plus koty próbowały się dostać do zamkniętych puszek na blacie, mama któregoś dnia zastała kilkadziesiąt LARW MUCH chodzących po całej kuchni i salonie. Na wiadomość do p. Anny o tym i pytanie co się stało, odpowiedziała, że "sprawdzi rano" - nie wiem, co miała sprawdzać, plus rano oczywiście nie dała znać. Mama te larwy posprzątała.
Dla właścicieli psów, którzy mogą nie mieć tej wiedzy - jeden dzień głodówki u kota może się skończyć bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi do końca życia (skróconego).
Problem był nawet z przekazaniem kluczy mojej regularnej petsitterce na resztę mojego wyjazdu - oczywiście to już najmniejszy problem w kontekście wyżej opisanych. P. Anna od początku twierdziła, że zna właścicielkę firmy, która regularnie petsittuje moje koty i że jest przez nich polecana w razie braku miejsc i że spokojnie przekaże im klucze - firma zaprzeczyła tym poleceniom, plus p. Anna żadnego pomysłu na przekazanie tych kluczy jak się okazało nie miała, poza tym, żeby do niej przyjechać je odebrać. Ciężko się było też z nią dogadać - moja regularna firma petsitterska w końcu napisała, żeby zostawiła te klucze w skrzynce wieczorem, na co ona odpisała, że "jeszcze nie wie". Ja musiałam z gór dzwonić i pośredniczyć w rozmowie, żeby dało się dogadać w tak podstawowej sprawie. P. Anna podobno czegoś nie doczytała. Ostatecznie trzeba było zostawić kluczyk do skrzynki pod wycieraczką a klucze w skrzynce.
Nie będę już nawet wspominać, że nie było informacji o danym dniu u kotów, ich zachowaniu, co zjadły a czego nie, itd., co jest standardem przy takich usługach. Ale tutaj nie było nawet planu absolutnego minimum spełnionego, więc nie ma o czym mówić.