Nie wiem czy mam neutralne czy bardziej negatywne wspomnienia. Umowa nadeszła późno po moich nagabywaniach o to. Notoryczne przychodzenie za inne osoby w dzień wolny - chociaż to niby wina innych pracowników ale właściciel nigdy nie przyjeżdżał w razie czego, cały sklep na głowie bez drugiej osoby do pomocy jak powinno być (tylko w sezonie letnim, potem radź sobie sam) - powodzenia ze złodziejami z dworca, praca w niedziele z zakazem handlu - ale przynajmniej większa stawka była.
Wypłata była na czas i się zawsze pieniądze zgadzały ale z umowami często u każdego było różnie.
Najbardziej chyba irytujące było ciągłe wykorzystywanie oraz branie na litość, człowiek skończył prace ale musi jeszcze siedzieć bo coś tam jeszcze trzeba zrobić, nie wspomnę o tym, że ogarnianie sklepu przy takim ruchu samemu było prawie niemożliwe, a potem siedź po zamknięciu, dokładaj wszystko, żeby ranna zmiana miała gotowy sklep, żeby chociaż za to były jakieś pieniądze, a głupio się o to upominać prawda?
Więcej uczciwości i więcej zaangażowania do swojego biznesu się by się przydało.