Chociaż rozstałem się z firmą, niestety w bólach, to było też kilka fajnych rzeczy, które miło wspominam.
Zacznę od zalet pracy. Byłem na laserach, mimo tego, że miałem preferencje graficzne, jednak też jestem techniczną osobą.
Praca sama w sobie nie była jakaś kreatywna, tylko wgraj plik, sprawdź plik, wrzuć dobry materiał (szkło, akryl, laminat), ustaw dobrze, sprawdź czy jest wszystko ok i puść laser, później sprawdź czy dobrze wycięło lub wygrawerowało. Czasami żmudna i nudna praca, czasami ciekawe projekty lub wyzwania. Minus stanowiska, to zerowa kreatywność praktycznie, oraz mała decyzyjność.
Dużym plusem było na pewno elastyczność pracy, można było przychodzić cały czas o stałej porze, a można było przychodzić jak było wygodnie, czy na godzinę 6,7,8,9 czy 10 nawet. Nie było czegoś takiego, że człowiek się spóźnił, chyba, że coś trzeba było z rana zrobić, bo trzeba wysłać. Popołudniowe zmiany pewnie też można było robić jeśli byłby luz, a też potrafił być. Towarzystwo ciekawe było, w końcu prawie tylko artyści, głównie ci, którzy nie byli doceniani na rynku pracy przez innych pracodawców. Mówię o produkcji, ale też i o grafikach, którzy już byli bardziej biurowi oraz niektórzy sprzedawcy. W pracy potrafili iść na rękę, jeśli ktoś coś potrzebował mieć wolne, załatwić coś na mieście czy jakieś inne rzeczy, które były nagłe. Lokalizacja była średnia, ale mogło być zawsze gorzej. Budynek też nie był zły i warunki, mogło być lepiej wiadomo, ale też i gorzej. Chociaż na magazynie, no to chyba najgorsze warunki, bo to magazyn w końcu, szczególnie, że tam było wszystko wciskane i zaczęło brakować miejsca na wszystko. Szef też potrafił być czasami w porządku i potrafił znaleźć czas na pogadankę, można było coś ugrać, ale to trzeba mieć szczęście, czas i miejsce na to, a jeśli czegoś nie było z tych 3 warunkowych, no to mogło pójść w negatywną stronę.
Dodam jeszcze, że ja zarabiałem w miarę fajnie, po 3 miesiącach w sumie 4 przez małe turbulencje w pracy, dostałem UoP oraz podwyżkę od szefa o 500 zł na rękę. Więc tutaj mogę powiedzieć, że udało mi się fajnie, ale słyszałem, że niewiele osób miało takie szczęście. Ale to wiem, że akurat trafiłem w dobry czas i dobre miejsce.
Ogólnie to powinienem dać 2,5 na 5, ale że praca była w luźnych godzinach, to dam 3.
Niestety, jak to praca, ma też swoje wady. Główną wadą to kierownictwo.
Szczególnie produkcji i decyzyjni nawet na górze. Są niereformowani, zadufani w sobie z wysokim mniemaniem o sobie. Nie docierało do nich co się do nich mówi, trzeba było interweniować u szefa, żeby coś do nich dotarło. Ale też czasami sam szef ich do niefajnych rzeczy nakierowywał.
Kierowniczka, która zdalnie z drugiego końca Polski ogarniała produkcję, no to już mówi samo przez siebie. Bardzo fałszywa i toksyczna osoba, szkoda, bo wydawała się być fajna i miła, ale no, to co mówili pracownicy tylko się sprawdziło. Przez nią straciłem pracę, bo nawymyślała bajki, które szef uwierzył, bez jakiejkolwiek weryfikacji. Może bym został do dzisiaj, bo to wyszło nagle, cały kwas przez nią zorganizowany.
Były kierownik, to osoba która też nie wie, ale wie. Bo szefowi ratował sytuacje kiedyś tam i jest starym pracownikiem, to jest też osobą, której można wierzyć w każde bajki i kity. Robił kiedyś wiele rzeczy za darmogodziny, to w sumie się nie dziwie, że takiego pracownika ktoś doceniał, mimo, że nic nie potrafił konkretnego, ani nawet nie był w stanie ogarnąć. Wiecznie tylko jakieś oczekiwania i pretensje, zero jakiegoś zrozumienia, pomocy czy pochwały, nawet za coś co ratowało sytuacje na wczoraj.
Pewnie wiele też chce wiedzieć o szefie. No też pod koniec zagrał ze mną niefajnie, bardzo przekroczył pewne granice, które w ogóle nie powinny mieć miejsca, dlatego już nie pracuje. Potrafi być miły i wyrozumiały, ale to się zdarza sporadycznie. Potrafi zmienić zdanie czy obietnice, więc lepiej od razu na papierze konkrety z nim załatwiać, nie jutro. Ma wyobraźnię, to to trzeba mu przyznać. Hehe :D
Jego osobisty wazelinowy sygnalista, też był mocno uciążliwy, który też w ostatnim dniu potwierdził mi, że ewakuacja jest konieczna natychmiast, bez zastanawiania się. Ledwo wyszedł z produkcji i od razu donosy do kierowniczki. Już jak uciekł z laserów, to już mógłby nie ingerować i o nich zapomnieć. Jak tak bardzo tęskni to może wrócić i znowu pół produkcji wyrzucić w kosz, a teraz nie wiem czy by miał na kogo zgonić, bo zawsze zganiał na innych.
Sprzedawcy też w większości nie do współpracy, tylko o sobie myśleli, a produkcję mają za śmieci, a nie ludzi, ale są tam wyjątki.
Graficy w większości ok, prócz sygnalisty oczywiście. HR nie ufać w dobre słowa i intencje.
Co do produkcji, no to jedna toaleta bez ciepłej wody na całą produkcję na dole to słabo. Na górze dla biurw, to 4 toalety, z czego 3 łazienki. Kuchnia na dole też poniżej standardów mocno jak na te czasy. Budynek wynajmowany, więc też pola do popisu nie ma za bardzo. Parking też nie za duży.
Taka sytuacja. :)