Krótki wstęp przyjaciółka przeszła na dietę po paru miesiącach wyglądała rewelacyjnie (dalej tak wygląda) pozazdrościłam jej i poprosiłam o namiary na dietetyka. Różnica między nami jest taka, że ona jest wytrwała w postanowieniach ja trochę mniej i ona świetnie gotuje a ja swoje zdolności w gotowaniu w skali od 1 do 10 oceniłabym na 0,5 pkt, do tej pory robienie jajecznicy czy odgrzewanie dań gotowych mi wystarczało.
Swoją przygodę z dietą odchudzającą rozpoczęłam w listopadzie. Dostałem menu na cały tydzień, listę składników ze sposobem przygotowania. Wszystko pięknie ładnie ale jak się szybko okazało składniki jedno przepis drugie. W składnikach potrafiło się znaleźć 2x bazylia a przepisie miałam dodać oregano, którego nie było w składnikach, innym razem robiąc składkę z makaronem i winogronami ostatnim pkt w przepisie było dopraw do smaku, niby nic ale dla takiego amatora jak ja tego typu tekst nic nie mówi. Poprosiłam o doprecyzowanie czym się doprawia taką sałatkę, bo nigdy nie robiłam sałatek z makaronem a tym bardziej z winogronami, dostałam odp. jak pani uważa. Równie dobrze mogli w ogóle nie odpisywać. Kolejna rzecz, która mnie uderzyła to produkty jakie były potrzebne m.in. truskawki, maliny, brokuł czy kalafior. Przypomnę, że to był listopad i to nie są produkty dostępne o tej porze roku. Również na to zwróciłam im uwagę a odp. proszę stosować zamienniki. Zaciskam zęby i próbuje trzymać się diety dalej. Po tygodniu 2 kg w dół super ale cześć jedzenia z lodówki do wyrzucenia bo na cały tydzień potrzebowałam m.in. tylko 3 łyżki kefiru, 2 łyżki maślanki tu trochę roszponki a tam trochę szpinaku, kupowałam najmniejsze opakowania jakie były dostępne w sklepie a i tak za duże jak na potrzeby diety. Więc wprowadziłam zmiany 5-6 dni diety a pozostałe to mieszanka produktów, które mogą się zepsuć lada moment.
Co miesiąc powinna nastąpić zmiana diety by nie było efektu jojo. I po miesiąc otrzymywałam wiadomość "Możemy wysłać kolejną dietę za darmo zgodnie z promocją, ale ona nie jest w pełni spersonalizowana pod Pani preferencje żywieniowe....będzie Pani miała sezonowe przepisy oraz produkty..." i tak po każdym kolejnym miesiącu ten sam mail. Kiedy decydowałam się na dietetyka liczyłam na spersonalizowaną dietę zapłaciłam ponad 100,- a otrzymałam menu, które nie uwzględnia nawet pór roku. Trochę porażka.
Z wagi jeszcze troszkę udało się zejść, tak do świąt. W święta sobie dietę odpuściłam choć wyjątkowo jak na święta się nie objadałam i robiłam sobie dodatkowe spacery. Na szczęście nie przytyłam ale waga się zatrzymała. W styczniu po otrzymaniu kolejnej diety z truskawkami i borówkami zdecydowałam że koniec z dietą 5kg w dół to i tak sukces jak na 2 miesiące na wpół trzymania się jej. W planach mam powrót do tej diety, bo wiem że działa ale zdecyduje się na nią pewnie pod koniec wiosny, na początku lata, kiedy truskawki czy maliny będą bardziej dostępne, a sama podszkolę się w gotowaniu.