Nie polecam, chyba że zawsze marzyliście o pracy w miejscu, w którym nawet powiedzenie „siema” do drugiego człowieka może zostać uznane za sabotaż procesu produkcyjnego.
Stawka 25 zł/h, oczywiście o ile umiecie odpowiednio zagadać, bo najwyraźniej wynagrodzenie to nie coś, co po prostu dostajecie za pracę, tylko nagroda za umiejętności negocjacyjne. Ubrań roboczych brak. Ogrzewania zimą również. Firma najwyraźniej uznała, że pracownik powinien rozwijać się na wielu płaszczyznach jednocześnie. Dźwigasz towar, zarabiasz pieniądze i hartujesz organizm. Trzy w jednym. Jeszcze trochę i zamiast umowy dostaniecie koc termiczny oraz gratulacje za odporność psychiczną
Atmosfera na magazynie? Cudowna. Jeśli chcecie zamienić z kimś dwa zdania, najlepiej wcześniej ustalić miejsce spotkania, hasło rozpoznawcze i drogę ewakuacji. Nigdy nie wiadomo, kiedy zwykłe „siema” zostanie uznane za zagrożenie dla wydajności całego zakładu. Podobno więcej osób odchodzi, niż przychodzi. Trudno się dziwić. Najwyraźniej największym zagrożeniem dla funkcjonowania magazynu nie są braki kadrowe, tylko pracownicy, którzy mają czelność odezwać się do siebie nawzajem.
Praca miała być po osiem godzin dziennie. I rzeczywiście, osiem godzin istnieje. Mniej więcej tak samo jak jednorożce, uczciwi politycy i wolny weekend, kiedy akurat wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli wpadnie więcej tras, możecie dostać zmianę jedenastogodzinną. Niespodzianka! Bez wcześniejszego planowania, bez pytania, czy macie własne życie i bez możliwości odwołania aktualizacji. Wasz dzień właśnie został przejęty przez magazyn. Dziękujemy za skorzystanie z usługi.
No i wisienka na torcie, czyli zasady dotyczące czasu pracy. Spóźnicie się minutę i zamiast o 7:00 będziecie o 7:01? Według zasad, z którymi się spotkałam/em, pierwsza godzina leci do kosza, nawet jeśli później ją odrobicie. Minuta spóźnienia, godzina pracy znika. Nie wiem, kto opracował ten system, ale Einstein przy nim wygląda jak człowiek, który dopiero zaczyna przygodę z matematyką
Chcecie wyjść wcześniej, bo wydarzyło się coś niespodziewanego? Odbijacie imienną kartę i nagle okazuje się, że cały dzień pracy może nie zostać Wam zaliczony, a co za tym idzie - możecie nie dostać za niego wynagrodzenia. Dlaczego? Bo trzeba to wcześniej zgłosić szefostwu.
I tutaj zaczyna się najlepsza część całego przedstawienia: szefostwa prawie nigdy nie ma na miejscu. A nawet jeśli już są, to pojawiają się i znikają niczym duchy, najwyraźniej stosując taktykę unikania kontaktu z pracownikami na poziomie mistrzowskim. Byle tylko nikt ich przypadkiem nie zaczepił i nie wspomniał, że jest jakiś problem, bo jeszcze trzeba by było go rozwiązać. Czyli musicie zgłosić coś ludziom, których albo nie ma, albo akurat rozpłynęli się w powietrzu. A jeśli życie zrobi Wam psikusa i będziecie musieli wyjść wcześniej, to gratuluję - właśnie odblokowaliście darmowy dzień pracy, bo przecież za przepracowane godziny płacić nie trzeba, jeśli można znaleźć powód, żeby nie zapłacić za cały dzień.
Oczywiście możecie zadzwonić albo napisać SMS-a. Żyjemy przecież w XXI wieku. Telefony istnieją, wiadomości istnieją, a zasięg sieci komórkowej nie jest już wiedzą tajemną. Niestety, technologia nie rozwiązuje jednego problemu: po drugiej stronie musi jeszcze znajdować się ktoś, kto zechce odpowiedzieć
Na koniec zostaje system nagród i kar, czyli firmowa wersja tresury. Przykładni pracownicy mogą liczyć na zaszczytny uścisk dłoni prezesa. Ci mniej przykładni mają szansę otrzymać przyciętą dniówkę i bezpłatny kurs pokory. Wszyscy wygrywają! Jedni uznanie, drudzy doświadczenie życiowe, a firma oszczędności. Ekonomia sukcesu.
Najbardziej fascynujące jest jednak to, że w całym tym systemie człowiek zdaje się być najmniej istotnym elementem. Ważniejsza jest karta, godzina odbicia, minuta spóźnienia i to, czy odpowiednia osoba została poinformowana o odpowiedniej porze. Możecie wykonać swoją pracę, przepracować większość zmiany i próbować normalnie funkcjonować, ale wystarczy jeden problem organizacyjny, żebyście poczuli się, jakbyście próbowali oszukać system bankowy.
Podsumowując: jeśli szukacie pracy, w której możecie sprawdzić swoją siłę fizyczną, odporność na zimno, zdolności negocjacyjne, umiejętność tropienia przełożonych i tolerancję na absurd - to miejsce oferuje całkiem szeroki program rozwoju osobistego.
Jeśli natomiast szukacie normalnej pracy, w której wiadomo, ile zarabiacie, ile godzin pracujecie i na jakich zasadach jesteście rozliczani, możecie oszczędzić sobie wycieczki.
Są miejsca, które płacą za twój czas. Są też takie, które najwyraźniej uważają, że sam fakt, iż pozwoliły ci go spędzić na swoim magazynie, jest już wystarczającą formą wynagrodzenia.