Chciałam dziś, spośród skrzynki twardych jak kamień śliwek, wybrać parę bardziej miękkich sztuk. Panu właścicielowi, który bacznie to obserwował, bardzo nie spodobało się to wybieranie, i choć robiłam to możliwie najdelikatniej, a śliwki były mega twarde, uznał że szkodzi im już samo dotykanie, i że nie ma tak, że ja tu sobie będę wybierać, mam brać jak leci. Kiedy zasugerowałam, że czasy "brania jak leci" chyba już minęły, nazwał mnie bezczelną i kazał oddać sobie śliwki, które miałam w woreczku. Szanowny panie Właścicielu, odezwę się teraz Pańskim językiem: jeśli ja jestem bezczelna, to Pan jesteś burak.