Chcąc rozwiać wątpliwości – wcześniejsze wpisy nie są mojego autorstwa, choć w dużej mierze się z nimi zgadzam. Jeśli jednak ktoś oczekuje „autoryzacji”, mogę jedynie powiedzieć, że kod do sejfu w biurze Adama składał się z cyfr NIP-u tej firmy. Mam szczerą nadzieję, że po mojej prośbie sprzed dwóch miesięcy, wypowiedzianej przy pożegnaniu, został on zmieniony.
Gdyby ktoś szukał ilustracji pojęcia parweniusz do słownika, to – moim zdaniem – zdjęcie właściciela tej firmy pasowałoby idealnie. Jeśli szukasz opinii o tej firmie przed podjęciem współpracy to jedyna rada, jaką mogę dać: uciekajcie od tej firmy. Nie podejmujcie współpracy ani jako pracownicy, ani tym bardziej jako kontrahenci. Szanujcie siebie i swój czas.
Właściciel – klasyczny „Janusz biznesu” – popełnia chyba wszystkie możliwe błędy w zarządzaniu firmą. Z mojego doświadczenia wynika, że wykazuje się kompletnym brakiem szacunku zarówno wobec pracowników, jak i podwykonawców. Opóźnienia w wypłatach są tu normą i dotyczą wszystkich – według właściciela to po prostu „darmowy kredyt”. Bywa wręcz dumny z gróźb wobec pracowników (w tym opowieści o grożeniu połamaniem rąk za wyniesienie kilku termometrów), którymi bez żadnej refleksji chwali się na firmowym czacie. To, moim zdaniem, wiele mówi o poziomie inteligencji i kultury zarządzania.
Nie wiem, czy ktokolwiek w tej firmie otrzymuje wynagrodzenie zgodne z umową. Standardem jest wypłata „pod stołem”: na papierze minimalna krajowa, w rzeczywistości gotówka w kopercie. Raz pieniądze pojawiają się 8. czy 10. dnia miesiąca, innym razem 20. – zwykle wtedy, gdy któryś z kontrahentów zagrozi wyłączeniem zapłonu w autach z powodu zaległości sięgających dziesiątek tysięcy złotych. W tej firmie realnie działa tylko groźba. Dotyczy to także kierowców – jeśli zagrozisz, że nie pojedziesz w trasę, istnieje szansa, że wypłatę dostaniesz szybciej.
Adam niestety okazał się osobą całkowicie pozbawioną honoru. Choć po kolejnych opóźnieniach w wypłatach miałem pełne prawo rozwiązać umowę z dnia na dzień (co szczerze polecam), postanowiłem zachować się fair: zostałem jeszcze dwa tygodnie, by wszystko przekazać i dokładnie wytłumaczyć. Na koniec usłyszałem jednak absurdalne, wyssane z palca zarzuty, którym Adam nawet nie próbował się przeciwstawić – prawdopodobnie w obawie o swoją „ciepłą posadę”. Trzeba uczciwie powiedzieć: sam nie ogarnia niczego i potrzebuje kogoś, kto wykona pracę za niego. Brak kompetencji do zarządzania widać na każdym kroku, a problemy osobiste tylko pogłębiają chaos i brak zaangażowania. Zaufałem temu człowiekowi – i bardzo się na tym zawiodłem.
Z jednej strony nie ma łatwego zadania, próbując godzić absurdalne polecenia szefa, z drugiej jednak bez skrupułów wykorzystuje tych, którzy na to pozwalają. Efekt? Jedni zarabiają 2,85, inni 3,50 za dokładnie tę samą pracę. Paradoksalnie reszta firmy to naprawdę świetni ludzie i mam wrażenie, że tylko dzięki nim ta firma w ogóle jeszcze funkcjonuje.
Na koniec apel do obecnych i byłych pracowników: walczcie o swoje prawa. Pamiętajcie, że macie 3 lata na ich dochodzenie, a prawo w takich sytuacjach chroni pracownika. W przypadku wypłat „pod stołem”, łamania prawa pracy, norm czasu pracy i podobnych naruszeń odpowiedzialność ponosi wyłącznie pracodawca. Jeśli ktoś potrzebuje wskazówek, jak dochodzić swoich praw – śmiało, można się do mnie odezwać.