MS13.09.2018 17:01
Inne
Całoroczne domy w górach… byle nie było mrozu.
Kilka lat temu, staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami jednego z domków z bali w Stryszawie oferowanych przez firme Highlander.
Po początkowej euforii, dosyć szybko zaczęły się tzw. schody i problemy. Począwszy od pękających zaworów z woda, poprzez smród z szamba w… sypialni, eksplodujący kominek, przeciekający dach, niedomykające się drzwi, pękające płytki. Aż po rozprowadzenie ogrzewania, które nagrzewa piętro do temperatury ponad 30 stopni, gdy na parterze jest nadal poniżej 10.
To wszystko to przysłowiowy pikuś, w porównaniu do zamarzających rur wodnych już w temperaturze minus 8, co praktycznie uniemożliwia korzystanie z domu, gdy na zewnątrz panuje trzaskający mróz.
Początkowo (usunięte przez administratora) próbował zwalić na nas winę za niewłaściwe użytkowanie budynku, po jakimś czasie jednak, o dziwo, otrzymaliśmy deklarację, że problem zostanie rozwiązany, a zamarzające rury wodne przejdą do historii…. Hurraaaaaa! Nie bez znaczenia był zapewne fakt, iż analogiczna sytuacja wystąpiła w domku sąsiadów. A ze sąsiada mamy całkiem sympatycznego, mieliśmy ambiwalentne odczucia – cieszyć się czy martwic, ze on też nie może korzystać z domu w zimie…
No cóż, prawie tydzień czasu trwała demolka naszego salonu, podczas której okazało się, że (w ramach chyba ciec budżetowych) kolanka pcv w betonie nie były izolowane, a same rury poprowadzone zostały figlarnie po wewnętrznej części bali, wiec w najcieńszym miejscu, od zimowej aury dzieliła je tylko otulina i 2 cm drzewa. Nawet nie będę tu pisać, ile czasu trwało sprzątanie po skuwaniu betonu i demontażu ścian…
Ale nic to, byliśmy dobrej myśli… usytuowanie rur zmieniono, (usunięte przez administratora) dorzucił od siebie gratis ogrzewanie elektryczne rur, termostatycznie włączające się przy minus pięciu stopniach.
I w tak optymistycznych nastrojach przystąpiliśmy do kolejnego sezonu zimowego.
Niestety, ta historia nie miała happy endu.. Przy minus 8 stopniach na zewnątrz, gdy w domu od prawie tygodnia grzaliśmy jak w saunie (chore dzieci) - deja vu - zamarzły rury – jak zwykle, pierwsze te na piętrze, potem cała reszta na parterze. Elektryczne ogrzewanie rur i cala letnia demolka okazały się tak przydatne jak sandały w zimie..
Tym razem (usunięte przez administratora) nie był już skłonny uznać, że nadal jest co nie w porządku.
Malo tego, okazało się , ze naprawy w lecie nie były prowadzone w ramach rękojmi, a tylko dlatego, ze nas „po prostu lubia”. Obecnie skoro okres rękojmi już upłynął – niestety usterka uległa przedawnieniu i nie podlega reklamacji. Aha.
Już kilka domów z tych, które sprzedał (usunięte przez administratora) ma ten sam problem. I nie wiem jak inni – kwestia naszego zajęła się już znana kancelaria prawna.