Sprawa wygląda następująco.
Praca jest niezbyt wymagająca. Jeżeli ktoś potrafi obsługiwać elektronarzędzia oraz frezarki/piły to sie tu odnajdzie dość szybko. Niestety wynagrodzenie za prace już takie kolorowe nie jest. Zawrotne 27zł/1h brutto (gdzie ustawowo jest 30,50zł/1h) + sprytny dopisek, że nie mniej niż minimalna krajowa, (usunięte przez administratora) nie urywają. Można sobie dorobić zostając godzine dłużej lub przyjść w sobote na 4h, natomiast skandaliczna stawka jest chyba właśnie po to tak zaniżona, żebyś sobie dorobił, ale nie za dużo. Jeszcze sodówka uderzy do głowy i wtedy problem, bo zamówienia stoją, praca nie idzie.
W myśl ostatnich wydarzeń, uważam że szefostwo trochę się odkleiło od rzeczywistości. Nie można rozmawiać, nie można wyjść na fajkę, tylko trzeba "robić szybciej bo jutro jedzie". Czy robisz szybciej czy normalnie, to w sumie jeden (usunięte przez administratora) bo pensja i tak się nie zmienia (przynajmniej szeregowemu pracownikowi, bo w sumie nie wiem czy za szybsze wykonanie zlecenia nie skapuje firmie dodatkowy $). Na jakieś świąteczne bonusy, nie ma za bardzo co liczyć. Chyba, że szef zauważy, że brygada niespecjalnie chce z nim gadać. Wtedy jednak okazuje się, że ten rok nie był do końca "taki slaby".
Reasumując, "dobrze to już było" oraz "wielki brat patrzy".