Stawka minimalna, a na dniu próbnym jeszcze mniejsza. Jedzenie, po którym rewolucje jelitowe gwarantowane (dodatki do zup cały dzień leżą na wierzchu bez przykrywek i bez lodówki - nic dziwnego więc, że mikrobiologicznie wątpliwa jakość). Kuchnia otwarta, brak wentylacji, non stop włączony zimny nawiew przy drzwiach. Na kuchni Ukrainki plotkują o kelnerach, jedzą niewegańskie produkty. Większa część ekipy co chwila wychodzi jarać. Jeden wielki smród i nieporozumienie.